Szukaj na tym blogu

środa, 7 listopada 2012

Życie chrześcijan jest niczym stadion... Z dedykacją dla protestantów

Z tego powodu my, otoczeni tak wielką rzeszą świadków, odrzućmy wszelkie przeszkody oraz krępujący nas grzech i biegnijmy wytrwale w wyznaczonym nam wyścigu” (Hbr 12, 1; Nowe Przymierze. Pismo Święte Nowego Testamentu © 2009 Liga Biblijna w Polsce; Wydawnictwo: Ewangeliczny Instytut Biblijny).


Oto wybrane teksty protestanckich autorów komentujących Hbr 12, 1:

1. Autor wcześniej wzywał swoich słuchaczy do działania z powodu przywilejów, które „mają” w Chrystusie (4:14–15; 6:18–19; 8:1; 10:19). Teraz przynagla ich do biegu uzasadniając to dziedzictwem, które „mają” (= otrzymali) od świadków wiary, którzy ich poprzedzili. Zaczynając zdanie od „z tego powodu” i od podkreślenia „my”, podwaja wymowę przyczynowego przysłówka: „z tego powodu my sami mając”. Słuchacze wiedzą, że są blisko i nierozdzielnie związani z wiernymi, którzy żyli wcześniej. Autor przywołuje wielkość świadectwa „tak wielkiej rzeszy (dosł. ‘obłoku’) świadków”. Nawet sam termin “obłok” wskazuje na jednomyślność ich świadectwa. Słuchacze nie mogą zamknąć owych świadków w umarłej przeszłości. Właśnie teraz “otaczają nas”. Autor pragnie, aby słuchacze odczuli, że są blisko, na wyciągnięcie ręki ci, którzy żyli w wierze. To właśnie ci wierni z przeszłości są tymi, o których przychylność warto się starać, pomimo pogardy niewierzących.

Autor wybrał termin „świadek”, ponieważ ten umożliwia mu potwierdzenie, że ci dawni bohaterowie są świadkami zarówno Boga, jak i współcześnie żyjących ludzi. To pierwsze znaczenie jest zgodne z tym, co zostało powiedziane w 11, 1-40. Autor stwierdza, że wierni żyjący wcześniej są „świadkami” współcześnie żyjących wierzących z mocy i wierności Boga. Ważność ich świadectwa wynika z Bożego uwierzytelnienia i akceptacji (11, 2, 6, 16, 39). Ich życie w jasny i przekonywujący sposób pokazuje „rzeczywistość” Bożych obietnic wymierzonych w przyszłość i daje „dowód” Jego rzeczywistej, choć niewidzialnej mocy uwalniania (11, 1). Ich świadectwo upewnia słuchaczy, że Boża przychylność warta jest, aby znieść każdy rozmiar odrzucenia przez niewierzący świat. Jednakże, zgodnie z obrazem wziętym z atletyki podjętym na nowo z 10, 36-39, są oni także „świadkami” współczesnego ludu Bożego. To tak, jakby ci dawni bohaterowie stali na trybunach przyglądając się biegowi „w wierze” słuchaczy autora. Są „widzami”, czy też ich „fanami”. Co za zaszczyt mieć takich „fanów”. Tak naprawdę nie jest w pełni adekwatne powiedzenie, że autor podejmuje na nowo obraz z atletyki z 10, 36-39. Raczej włącza on całą historię tych, którzy żyli „przez wiarę” (11, 1-40) w walkę prowadzoną przez Boży lud. Ich pielgrzymka teraz stała się biegiem na wytrwałość do końca. Jak wspomniano wcześniej, przy komentowaniu 10, 36-40, słuchacze autora byli przyzwyczajeni do atletyckich zawodów i oswojeni z metaforycznym zastosowaniem atletyckich obrazów w rozważaniach moralnych. Zaznaczyliśmy także, że zastosowanie tej metafory było istotne dla wyrażenia treści zamierzonych przez autora. Hańba cierpienia zadanego przez grzeszny świat stała się źródłem wielkiego zaszczytu, kiedy patrzyło się na nie z punktu widzenia wytrwałości w atletyckich zmaganiach o zwycięstwo. Autor przetransponował pielgrzymkę przeżywaną „w wierze” (11, 1-40) w bieg prowadzony „z wytrwałością” w celu przemiany przemijającego cierpienia w środek do osiągnięcia wiecznej chwały. Słuchacze autora mają przezwyciężyć wstyd pochodzący od niewierzącego świata, aby nie musieli cierpieć wstydu w oczach tych wielkich bohaterów wiary z trybun zagrzewających ich do biegu. Autor wylewa całe swoje serce i duszę w zachętę: „biegnijmy wytrwale w wyznaczonym nam wyścigu”. (Cockerill, G. L. (2012). The Epistle to the Hebrews. The New International Commentary on the Old and New Testament (602–603). Grand Rapids, MI; Cambridge, UK: William B. Eerdmans Publishing Company)

2. Kim są ci „świadkowie”? Kenneth Hagin uważa, że poprzednie wersety dają nam wskazówkę do odpowiedzi na to pytanie. Hbr 11, 29: „A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy” (Hbr 11, 39 BT). Dlatego długa lista mężczyzn i kobiet wiary w rozdziale jedenastym to część tego obłoku świadków.

W Hbr 12, 1 autor dla swoich słuchaczy maluje obraz greckich wyścigów, gdzie biegacze są na torze uczestnicząc w biegu, a widownia kibicuje im z miejsc na trybunie. Hebrajczycy byli zaznajomieni z greckimi zawodami atletycznymi i dlatego łatwo mogli wyobrazić sobie to porównanie. My, dzieci Boże, biegniemy bieg, podczas gdy „obłok słuchaczy” składający się z tych wszystkich ludzi wiary, którzy poprzedzili nas w życiu, patrzą na nas biegnących bieg.

W Łk 15, 10 jest napisane, że aniołowie w niebie wiedzą, że jakiś grzesznik nawraca się: „Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”. Jeśli aniołowie wiedzą o tym, to ta wiedza jest także widzą Świętych, bo przecież żyją oni w niebie razem (por. „Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15:7 BT). (Everett, G. H. (2010). The Epistle of Hebrews. Study Notes on the Holy Scriptures (250–251). Gary Everett.)

3. Autor w 12, 1-3 dochodzi do konkluzji opowiadania o wiernych ludziach czyniąc przejście do słuchaczy i motywując ich znanym ruchem od tego, co „mamy” (w. 1) do „czyńmy” (dosł. „let us”, por. 4, 14-16; 10, 19-25; 13, 12-13). W ten sposób to, co „mamy” jako rezultat Bożego działania, staje się podstawą dla odpowiedzi wspólnoty. Tak na przykład, wyrażenie: „my, otoczeni tak wielką rzeszą świadków” (12, 1a) staje się motywacją do zachęty, która następuje po tych słowach. „Obłok świadków” (nephos martyrōn) zawiera bohaterów, którzy dla ich wierności (11, 2, 4–5, 39) zostali uznani za godnych (emartyrēthēsan) przez Boga i są gwarantami Bożych obietnic. „Obłok” to znany obraz dla przedstawienia wielkiej rzeszy (BDAG, 670) ludzi. Fakt, że ci świadkowie teraz „otaczają” (perikeimenon) wspólnotę, przywołuje obraz stadionu, gdzie „świadek” ma podwójne znaczenie: to ktoś, kto zarówno „świadczy”, jak i jest „widzem” na arenie (Croy 1998, 61). Ten obraz jest szczególnie uderzający w 4 Machabejskiej zawierającej opisy heroicznego męczeństwa Eleazara i jego braci, podczas gdy „świat i ludzkość były widzami” (17:14; zob. Croy 1998, 62). (Thompson, J. W. (2008). Hebrews. Paideia Commentaries on the New Testament (247). Grand Rapids, MI: Baker Academic.)

4. Obłok świadków” (12, 1). Życie chrześcijańskie jest jak sztafeta. Ludzie wiary, którzy biegli przed nami (rozdz. 11) podali pałeczkę nam i teraz przyglądają się, jak kontynuujemy bieg. (Richards, L. O. (1991). The Bible reader’s companion (electronic ed.) (866). Wheaton: Victor Books.)

5 komentarzy:

  1. Placyd,
    przeczytałem 2 razy jak dotąd te teksty. Na pewno podoba mi się ich (autorów) powściągliwość w formułowaniu wniosków, raczej parafrazują obraz przytaczany przez autora listu. Autor ma na celu zachęcenie Żydów nawróconych do życia w wierze i dokonuje porównania celu ich pielgrzymowania do życia dobrze im znanych postaci (bohaterów wiary). Porównanie to jeszcze mało, on im wykazuje, że współcześni wierzący uczestniczą w tym samym dziele (przyrównanym do biegu/zawodów), jednak, ci co odeszli już nie biegną, a przyglądają się biegaczom.

    Widać, że jest to parabola. Tak jak wierzący Żyd nie biegnie w zawodach, tak Abel czy Abraham nie są kibicami w sensie dosłownym. Jest to obraz sytuacji i wyciąganie wniosków, że Abel przygląda się chrześcijanom jest obarczone niepewnością.

    Tego typu obrazy malowane przez autorów ksiąg Biblii można parafrazować, można się nimi posługiwać do ilustrowania różnych myśli, ale używanie ich w sposób ścisły (jednoznaczny i pewny) musi wiązać się z główną myślą autora, czyli z tym, że chrześcijanie kontynuują dzieło swoich poprzedników i że są oni dla nas wzorem do naśladowania. Nie zachowujmy się tak jak poszukiwacze kodu Leonarda, że niby autor listu do Hebr. chciał nam przemycić prawdę o tym, że jesteśmy obserwowani przez zmarłych ludzi z nieba poprzez parabolę.

    Owszem, Biblia naucza, że Pan Jezus, Duch Święty i aniołowie bez przerwy działają w życiu wierzących. Obserwowanie nas z nieba przez świętych (ludzi) jest potencjalnie możliwe, ale brakuje jasnego nauczania na ten temat, więc albo Panu Bogu nie zależało, aby chrześcijanie mieli tego pewność, albo zależało by nie wiedzieli o tym, tylko podejrzewali, albo po prostu jest to nie prawda lub prawda nieistotna dla naszego życia, bo i tak mamy zabronione zwracać się do umarłych, a modlić się mamy tylko do Pana Boga.

    Ja osobiście, dopóki nie przekona mnie jednoznaczne nauczanie Biblii, nie przyjmuję jako pewnik czyichś (ludzkich) przypuszczeń, niezależnie protestantów czy katolików. W moim światopoglądzie każdy jest odpowiedzialny za to co przyjmuje i w co wierzy, natomiast nauczyciele mają odpowiedzialność za to co ludziom do głowy wbijają. Wątpliwe teorie trzymam w szufladzie z wątpliwymi teoriami, pewne z pewnymi i w nie wierzę. Jeśli ciebie przekonały kiedyś argumenty, które nam serwujesz to w to wierzysz i masz do tego prawo, najwyżej pomylisz się i odpowiesz za nauczanie niezgodne z Biblią (jeśli oczywiście okaże się ono niezgodne).

    Jakbym się kiedyś dowiedział, że jednak mnie widzieli i słyszeli, nie przejął bym się, bo nie widzę wagi. Samo widzenie i słyszenie mnie nie pociesza, musiałbym mieć jeszcze pewność, że oni mi pomagają. Niestety takiej potrzeby nie widzę, bo Biblia mi mówi, że pomaga mi sam Pan i jego aniołowie. Świętym pozwoliłbym odpocząć;) Niech patrzą jeśli chcą i mogą :)

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  2. p.: "Ja osobiście, dopóki nie przekona mnie jednoznaczne nauczanie Biblii, nie przyjmuję jako pewnik czyichś (ludzkich) przypuszczeń, niezależnie protestantów czy katolików."

    Czy to zdanie jest wystarczająco jednoznaczne: „Wydaje mi się bowiem, że Bóg nas, apostołów, wyznaczył jako ostatnich, jakby na śmierć skazanych. Staliśmy się bowiem widowiskiem światu, aniołom i ludziom” (1 Kor 4:9 BT)?

    OdpowiedzUsuń
  3. Placyd:

    najważniejszy jest kontekst. Pojedyncze zdanie może być zinterpretowane na wiele sposobów.

    W jakim kontekście pytasz mnie o jednoznaczność? W kontekście tego rozdziału? Czy w kontekście naszej dyskusji? Jeśli w kontekście rozdziału (a także innych listów ap. Pawła) to zdanie to potwierdza świadomość apostoła jego roli, ile musi on i inni apostołowie również - wycierpieć dla Pana. Pasmo niezrozumiałych zachowań, ludzie ich biją - oni im błogosławią. Paweł w kajdanach, ale śpiewa Bogu... istny teatr dla świata ludzi i aniołów.

    W kontekście naszej dyskusji - nie widzę powodu, dla którego owo widowisko miałoby być dla ludzi w niebie. Aniołowie są delegowani na ziemię i są pośród nas prawdziwie - nie w przenośni. Są przy nas tu (choć ich nie widzimy) - obserwują nas tak jak ludzie dookoła, możemy nawet ich gościć nie wiedząc o, że to aniołowie.

    Placydzie (nie wiem czy odmienia się Twój nick... jak nie to popraw) ja na prawdę nie mam problemu z tym, że może być tak jak mówisz, że oni (zmarli) oglądają nas z nieba. Nie w tym rzecz, że tak nie może być tylko w tym, że w Piśmie brakuje wyraźnego nauczania o tym co się dzieje w niebie. Opisy sprowadzają się do przypowieści, porównań, apokaliptycznych wizji, które ciężko interpretuje się dosłownie, można co najwyżej podejrzewać.

    To czy oni nas widzą jest dla mnie drugorzędne. Pierwszorzędne jest to - co robię z faktem wiary bądź niewiary w ten fakt. Co to przekonanie lub jego brak implikuje w moim życiu z Bogiem - to jest najważniejsze.

    Ja się nie modlę do żadnego świętego w niebie niezależnie czy on mnie słyszy czy nie. Nie jest to moją potrzebą. Modlę się do Boga bezpośrednio, bo Biblia mnie do tego zachęca, Pan Jezus Syn Boży oraz apostołowie. To jest moja wiara. Jeśli ktoś prosi św. Antoniego, żeby pomógł mu znaleźć klucze to jego sprawa. Jeśli ktoś prosi Karola Wojtyłę, żeby wstawiał się za nim do Boga, trudno, widać brak mu wiary, że Pan Bóg go słyszy nawet wtedy, gdy ten prosi Karola, żeby porozmawiał z Panem Bogiem.

    W Biblii nie ma żadnego przykładu, aby Izraelita lub chrześcijanin modlił się do kogokolwiek innego niż sam Bóg, a modlitw jest dużo...w tym 150 psalmów do Pana, wiele lamentów mężczyzn i Kobiet, modlitwy proroków i apostołów oraz całych zborów Izraela i chrześcijan - wszystkie do Boga bezpośrednio - choć bohaterów wiary wielu. Setki modlitw przeciwko ani jednej. Dla mnie rachunek jest prosty. Nie ma nauczania i przykładów w Biblii to bardzo ciężko mi się przekonać do innych zwyczajów. Ale jak już powiedziałem, każdy sam pielgrzymuje, a jak naucza to niech będzie pewien, że uczy tego samego co Pismo Święte.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  4. P: „Ja się nie modlę do żadnego świętego w niebie niezależnie czy on mnie słyszy czy nie. Nie jest to moją potrzebą. Modlę się do Boga bezpośrednio, bo Biblia mnie do tego zachęca, Pan Jezus Syn Boży oraz apostołowie.

    O czyżby? Ja znajduję w niej coś innego, a mianowicie:

    Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę. Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: «Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył - mówili - miłuje bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę». Jezus przeto wybrał się z nimi. A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół z prośbą: «Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź!" - a idzie; drugiemu: "Chodź!" - a przychodzi; a mojemu słudze: "Zrób to!" - a robi». Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: «Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu» (Łk 7:2-9 BT).

    Rzymski setnik nie uważał się za godnego stanąć przed Panem, dlatego wysłał tych, o których sądził, że są godniejsi od niego. Pan nie tylko nie zganił tej postawy, ale ją pochwalił. Dlatego uważając, że Biblia i Pan Jezus zachęca do bezpośredniej modlitwy do Boga, tak naprawdę przyjmujesz postawę dokładnie odwrotną od tej, którą pochwalił Pan.

    Postawa setnika jest wyrazem nie tylko wielkiej wiary, ale także wielkiej pokory. W odróżnieniu do niego, nie przypominam sobie, aby Ewangelie gdziekolwiek zawierały świadectwo, że jakiś Izraelita posłał do Pana wysłańców, których on uważał za godniejszych od siebie. Możesz takie wskazać?

    Czy Święci są bardziej godni od nas? Na pewno zostali uznani za godnych, aby przebywać w Bożej obecności, a to wystarczy, byśmy i my uznawali się za godnych do reprezentowania nas.

    A Apostołowie?

    „A wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon [Bogu] w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: «Panie, chcemy ujrzeć Jezusa». Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi” (J 12:20-22 BT)

    Gdyby Apostołowie chcieli przekazać naukę, że prawidłową postawą jest udawanie się do Pana bez pośredników, powiedzieli: „Oto On. Idźcie do Niego sami, bez pośredników”. Tymczasem znowu mamy tu sytuację dokładnie odwrotną niż ta, którą Ty uważasz za prawidłową. Filip nie tylko nie kazał im iść do Pana bez pośredników, ale sam idzie do Andrzeja, i dopiero razem idą do Pana i przekazują Mu życzenie Greków.

    I jeszcze jedno. Wcześniej napisałeś:

    „Biblia mi mówi, że pomaga mi sam Pan i jego aniołowie. Świętym pozwoliłbym odpocząć”.

    Tak, Biblia zawiera świadectwo tego, że Pan i w niebie wstawia się za nami (Rz 8, 34; Hbr 7, 25). Sądzisz więc, że modlitwę mieszkańców nieba trzeba uważać za pracę, ciężar? Jeśli tak, to pozwalasz odpocząć sługom, a każesz „pracować” Panu?

    Myślę, że Święci biorą udział w losie Pana: tak, jak na ziemi mieli udział w Jego krzyżu i poniżeniu, tak teraz w niebie dzielą Jego wywyższenie i chwałę. Ale nie tylko to: bo wstawiają się razem z ich Zbawcą za tymi, którzy jeszcze pielgrzymują na ziemi. Orędownictwo (modlitwa) to nie praca, ale raczej wyraz miłości. Święci w niebie modlą się za nami, bo kochają. Pismo święte mówiąc o tym, że uwielbiony Syn Boży wstawia się za nami, świadczy o czymś, co inaczej byłoby trudniejsze do uwierzenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. jestem oszołomiony...jak bardzo instrumentalnie traktujesz Pismo..wyrywasz wersety z ich kontekstu i wczytujesz w nie to czego w nich nie ma, poziom zatrważający i bardzo smutny za razem.

    Życzę tym, którzy chłoną Twoje teologiczne koglemogle, aby się ocknęli i zaczęli myśleć samodzielnie.

    Jeśli kogoś interesuje uzasadnienie (tak ostre i jednoznaczne) mojej ostatecznej opinii - odsyłam do całej dyskusji:

    http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3385891620482852612&postID=5157735252329188939

    będę się za Ciebie modlił, żebyś przyszedł pod Krzyż Pana i tam narodził się na nowo.
    p

    OdpowiedzUsuń