Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judasz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

Wielkopostne spotkanie (2) - Piotr



Dzisiaj spotkanie z Piotrem. W Gorzkich Żalach jest o nim mowa:

„Jezu, pod przysięgą od Piotra
Po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany,
Jezu mój kochany!”

Podobnie, jak Judasz Piotr dopuścił się zdrady Mistrza, tyle że nie z premedytacją, ale „z wielkiej bojaźni” zaparł się Go. Powiedział, że Go nie zna. I uczynił to nie raz, ale trzy razy. Pod przysięgą. 

Dobrze jest porównać Piotra z Judaszem. Bo wtedy będziemy mogli zobaczyć więcej szczegółów z ich życia. Ale co najważniejsze: zobaczymy różnice w ich postawach. A właśnie o to chodzi, żebyśmy z rozważania Męki Pana, i zachowania różnych ludzi, których Pan spotkał w swoim życiu, a szczególnie w ostatnich godzinach Jego życia – wyciągnęli wnioski odnośnie naszych postaw. Niech te złe służą nam jako przestroga, inne jako zachęta do naśladowania. 

Postawy Judasza i Piotra wykazuję i podobieństwa i różnice. Nie można więc powiedzieć, że mają się do siebie jak dzień i noc. Dlatego z jednej strony trzeba zauważyć podobieństwa, a z drugiej różnice. I dopiero wtedy przy wszystkich podobieństwach potrafimy dostrzec też istotną różnicę w czymś, co decyduje o powiedzeniu albo klęsce życiowej danego człowieka. 

Pomimo wszelkich różnic temperamentu i charakterów, wychowania, pochodzenia, życia w rodzinie, pomimo ich indywidualnych historii życia, która poprzedziła ich spotkanie z Panem – łączą ich takie cechy podstawowe, jak:
- obydwaj byli chciani przez Boga, powołani do życia; Pan Bóg chciał nie tylko, żeby pojawili się na świecie, zaistnieli jako ludzie, ale co więcej – chciał, aby byli zbawieni.
Te wymienione przez mnie elementy są wspólne nie tylko dla Judasza i Piotra, ale w ten sposób można powiedzieć o każdym z nas: Pomimo indywidualnej historii życia, jaką każdy z nas ma za sobą, można powiedzieć o wszystkich i każdym z osobna: Każdy bez wyjątku człowiek jest chciany przez Boga, nawet jeśli nie zawsze był chciany przez rodziców. Nasze pojawienie się na świecie nie było dziełem przypadku, choć niektórym może się tak wydawać. Każdy z nas jest kochany przez Pana Boga, nawet jeśli nie każdy tej miłości doświadczył tak namacalnie. Wreszcie, łączy nas i to, że Pan Bóg chce zbawienia każdego z nas. Tu nie ma wyjątków od reguły. I Judasz też nie był wyjątkiem.

To można powiedzieć o każdym człowieku. Ale Piotra i Judasza łączyło jeszcze więcej: wspólne powołanie do grona apostołów. Wśród miliardów ludzi, którzy żyli, żyją i jeszcze się urodzą, to właśnie oni należeli do grona Dwunastu. Pan Jezus powołał ich na apostołów. Należeli do grona uczniów najbliższych Panu. Ale może najbardziej łączy ich to, że chociaż każdy przy innej okazji, to jednak obydwaj (i tylko oni) zostali nazwani przez Pana „szatanem”. 

Wydawać by się mogło, że cechą drogi Judasza było jego powolny upadek, stopniowe odchodzenie od Jezusa, a charakterystyczną cechą Piotra, że coraz bardziej postępował w dobrym, stawał się coraz lepszym, żył coraz bliżej Jezusa. Myślę, że ta pierwsza część tego przypuszczenia jest słuszna. Prawdopodobnie na początku był pełen gorliwości, ale z czasem zaczął się nudzić Panem. Jego odchodzenie dokonywało się powoli, przez niewierność w małych rzeczach. A ten, kto jest niewierny w małych rzeczach, i nie walczy z tym, z czasem stanie się niewierny w rzeczach wielkich. Jest to potwierdzone doświadczeniem świętych, którzy świadczą o tym, że ten, kto lekceważy grzechy powszednie, wpada niebezpieczeństwo, albo lepiej powiedzieć: przygotowuje się do popełnienia grzechu ciężkiego. 

To jedna strona medalu czy tego zestawienia: Piotr – Judasz. Kiedy przygotowywałem się, aby ukazać spotkanie Pana z Piotrem, wydawało mi się na początku, że na podstawie Ewangelii i innych Pism Nowego Testamentu będę mógł ukazać Księcia Apostołów, jako tego, który z kolei nieustannie wzrastał. Sądziłem, że Piotr musi być przeciwieństwem Judasza. O ile ten pierwszy przechodził od rzeczy dobrych do złych, od złych do gorszych, to można by oczekiwać, że u Piotra było dokładnie odwrotnie: postępował od rzeczy złych do dobrych, a od dobrych do lepszych. Ale szybko się przekonałem, że to nie takie proste. Bo chociaż można zaobserwować u niego postęp, to nie jest to postęp, którego wykresem jest linia nieustannie wznosząca się w górę, bo przecież przydarzyły mu się upadki. A jego zaparcie się swego Mistrza nie było ostatnim z nich.

Przypatrzmy się najpierw okresowi publicznej działalności Pana Jezusa. Te trzy lata, w czasie których Apostołowie towarzyszyli Panu, było czymś w rodzaju seminarium. Słuchali nauk Mistrza, widzieli Jego czyny, a przede wszystkim byli z Nim wszędzie, gdzie On ich prowadził. Wyobrażam sobie ten czas jako czas błogosławiony dla Apostołów, którzy mogli być tak blisko Nauczyciela. Jak zachowywali się oni w tym czasie? Ewangelie ukazują ich jako ludzi bojaźliwych i małej wiary; często nie rozumieli słów Mistrza, gdy On mówił o kwasie faryzeuszów, oni myśleli, że mówi o chlebie, którego nie zabrali ze sobą; gdy On mówił, że będzie cierpiał, oni proszą o pierwsze miejsca w Jego królestwie lub kłócą się o to, który z nich jest największy. I tak przez trzy lat. A jednak w czasie ostatniej Wieczerzy Pan Jezus zwróci się do nich: „Wyście wytrwali ze Mną w Moich przeciwnościach”. Wytrwali wszyscy z wyjątkiem Judasza, którego Pan nazwał „synem zatracenia”. 

„Wyście wytrwali ze Mną w Moich przeciwnościach”. Uśmiechamy się na te słowa: „Panie – co to było za wytrwanie? Panie, czy nie wiesz, że za chwilę jeden z nich wyprze się tego, że Cię zna, i to aż trzykrotnie i to pod przysięgą, a pozostali uciekną zostawiając Cię samego?” A jednak słowa Pana są prawdziwe. I Bogu niech będą dzięki!, że Pan Jezus nie wybrał ludzi idealnych, ale właśnie takich jak my, słabych i grzesznych, niepojętnych, z licznymi wadami, niewytrwałych w dobrem, skłonnych do zła. 

I chociaż Pan w Wieczerniku zapowiada zdradę Piotra, zapowiada, że inni się rozproszą zostawiając Go samego, to jednak słyszymy także: „Wyście wytrwali ze Mną w Moich przeciwnościach”. Pan jest bardzo cierpliwy. Był taki wobec Apostołów; jest taki wobec nas. To bardzo ważna nauka dla nas: Trzeba więc, żebyśmy byli cierpliwi wobec innych, starając się zobaczyć w nich pomimo słabości – dobrą wolę; trzeba, żebyśmy byli cierpliwi także wobec samych siebie. Tak naprawdę TYLKO zniechęcenie wobec siebie jest przegraną. Jak długo walczymy, i powstajemy z upadków, wszystko jest w porządku. Byleśmy nie poddali się w walce o zbawienie, byleśmy nie zniechęcili się do siebie. Moc Boża w słabości się doskonali!
Wracając do Pana i jego apostołów. Widzimy, że nie tylko w Wieczerniku przed męką, ale także po zmartwychwstaniu Pan Jezus nie kieruje do Apostołów ani jednego słowa nagany. Na próżno szukać takich słów w Ewangelii. I jeśli słyszymy jakieś Jego upomnienie to jedno: Dlaczego nie uwierzyliście w Moje zmartwychwstanie? Dlaczego brak wam wiary?

Zestawienie Judasza z Piotrem, pokazuje, że Piotr nie uczynił wielkich postępów za życia ziemskiego Pana Jezusa. A później? Po wniebowstąpieniu Pana Apostołowie zebrani wraz z Matką Pana modlą się o Ducha Świętego. I po Zesłaniu Ducha Świętego dzieje się coś niesamowitego. Ci Apostołowie, tak dotąd tchórzliwi, że zamknęli drzwi z obawy przed żydami, oto teraz nie tylko otwierają drzwi, ale jeszcze wychodzą na ulice, i Piotr i inni głoszą pierwsze kazanie. W Dziejach Apostolskich czytamy:

Wtedy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: «Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów! (…) Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem». Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?» - zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. «Nawróćcie się - powiedział do nich Piotr - i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego”. (Dz 2:14-38 BT)

Piotr i inni Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym, z odwagą przemawiają do tłumów, przywódców, władz świeckich i religijnych. Wydaje się, że Piotr jest innym człowiekiem. A jednak, nawet i wtedy znowu objawia się brzydka cecha jego charakteru – tchórzostwo. O jednym takim przypadku napisał apostoł Paweł w Liście do Galatów: 

„Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę. Gdy więc spostrzegłem, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: «Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz według obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?»” (Ga 2:11-14 BT)
I co Piotr na to upomnienie młodszego apostoła? Miał wystarczającą pokorę, żeby je przyjąć. Przyjął je z pokorą. A pokora jest znakiem jego wielkości. 

Ostatni z jego „upadków” i ostateczne powstanie z niego przekazane zostały przez tradycję. Zaznaczyłem w cudzysłowie słowo „upadek”, bo trudno to nawet nazwać upadkiem. Być może kierował się dobrymi intencjami, ale może pojawiło się tu tchórzostwo ubrane w piękne szaty troski o powierzoną mu Owczarnię – Kościół. W czasie prześladowań w Rzymie, Piotr decyduje się opuścić miasto. I wtedy spotyka Pana niosącego krzyż. „Quo vadis, Domine?” – „Dokąd idziesz, Panie?”. „Idę do Rzymu, aby dać się ukrzyżować powtórnie”. Wtedy Piotr zrozumiał, że teraz nadeszła jego godzina. Wraca do miasta, zostaje pojmany i umiera śmiercią męczeńską. Zostaje ukrzyżowany, ale prosi o ukrzyżowanie go głową do dołu, bo nie czuje się godny umierać tak, jak jego Pan, którego się zaparł. Choć umarł w pozycji odwrotnej niż jego Mistrz, to jednak stał się podobny do Niego w śmierci. I to podobieństwo jest decydujące. I ostatecznie tylko ono się liczy. I dzisiaj jest naszym szczególnym patronem od powstawania z powtarzających się upadków. 

Na podstawie tego, co powiedziałem do tej pory, myślę, że można podsumować w ten sposób: Piotr był człowiekiem dobrej, choć czasem słabej woli. Może najpiękniejszą z jego cech była ta, że był wystarczająco pokorny, aby uznać swój grzech i poprosić o jego przebaczenie; był wystarczająco pokorny, aby przyjąć upomnienie nawet wtedy, jeśli było dane przez kogoś młodszego wiekiem i pozycją; a przede wszystkim był wystarczająco pokorny, aby przyjąć przebaczającą i miłosierną miłość Pana Boga. Piotr to przykład na to, że Pan Bóg jest cudowny w swoich świętych. To Jego moc i cierpliwa miłość przemieniła Piotra w świętego. To samo może stać się w naszym życiu, nie dlatego, że jesteśmy lepsi od innych, ale dlatego, że miłość Pana Boga jest wszechmocna, silniejsza od naszej słabości. Byleśmy chcieli ją przyjąć, a w razie upadków, przyjmować wciąż na nowo. Prośmy Pana, aby uczynił cuda swej miłości w każdym z nas, tak jak uczynił w św. Piotrze.

sobota, 14 marca 2015

Wielkopostne spotkania (1) - Judasz



Wielkopostne spotkania – czyli spotkania Pana z… Dzisiaj z Judaszem. Mówiąc o spotkaniach Jezusa z różnymi osobami chcę zwrócić uwagę nie tyle na te osoby, ile raczej na ich postawy wobec Niego.

*****

W Ewangelii według św. Mateusza czytamy:
20 Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami.
 21 A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi».
 22 Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»
 23 On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi.
 24 Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».
 25 Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: «Czy nie ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak jest, ty». (Mat 26:20-25 BTP)

Jest to relacja Ostatniej Wieczerzy. W opisanym przez Mateusza momencie spotkały się Największa Miłość, której wcieleniem jest Jezus Chrystus i zdrada tej miłości, która dokonała się w Judaszu. A przecież był jednym z Jego Apostołów, wybranym przez Niego, był jednym z Jego przyjaciół. Zdrada ucznia nie byłaby tak bolesna dla Pana, gdyby Judasz nie należał do grona wybranych Dwunastu; nie byłaby tak bolesna, gdyby nie zaliczał się do grona Jego przyjaciół. O bólu zdrady przez przyjaciela opowiada Psalmista w Psalmie 55:

13 Gdybyż to lżył mnie nieprzyjaciel, z pewnością bym to znosił; gdybyż przeciw mnie powstawał ten, który mnie nienawidzi, ukryłbym się przed nim.
 14 Lecz jesteś nim ty, równy ze mną, przyjaciel, mój zaufany,
 15 z którym żyłem w słodkiej zażyłości, chodziliśmy po domu Bożym w orszaku świątecznym. (Ps 55:13-15 BTP).

Jeżeli więc ktoś z nas doświadczył w swoim życiu zdrady dokonanej przez kogoś bliskiego: męża, żonę, przyjaciela, ten ma jakieś pojęcie o tym, co przeżył Pan.
Spotkanie Miłości ze zdradą ukazują wszyscy Ewangeliści, ale może najwyraźniej św. Jan. Bo na początku opisu wydarzeń w Wieczerniku zaznacza:

Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.
 2 W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty syna Szymona, aby Go wydać, (J 13:1-2 BTP)

Tak więc z jednej strony – Jezus, który umiłowawszy swoich – do końca ich umiłował, z drugiej Judasz, w którego sercu za podszeptem szatana dokonała się zdrada – ostateczna decyzja. Zewnętrzny czyn, który był jej skutkiem, był już tylko kwestią krótkiego czasu: minut najwyżej godzin.

To zderzenie się Miłości ze zdradą podkreślają jeszcze dodatkowo inne fakty. Było to podczas wieczerzy. Wspólne spożywanie posiłków oznacza zażyłość, bliskie więzi. Bo przecież najczęściej posiłki spożywamy w rodzinnym gronie. W przypadku Pana Jezusa i Jego Apostołów chodzi o wspólnotę religijną na wzór rodziny. A ten posiłek, o którym pisze św. Jana to przecież posiłek szczególny. Pascha spożywana przez żydów na pamiątkę wyjścia z Egiptu i Ostatnia Wieczerza Pana, w czasie której ustanowił Eucharystię.

Św. Jan nie podaje opisu ustanowienia Eucharystii. Czynią to inni Ewangeliści. Być może nie chciał powtarzać to, co inni już opisali, a może należy domyślać się tu milczenia szacunku. Umiłowany uczeń może najlepiej z wszystkich uczniów Pana zrozumiał wielkość Eucharystii i nie znajdując słów na jej opisanie – milczy. Jest to milczenie szacunku. Milczy wobec tajemnicy przekraczającej możliwość zrozumienia.

Za to umieszcza opis umywania nóg. Pan wiedział o zdradzie dokonanej w sercu Apostoła, wiedział, że Piotr się Go zaprze, wiedział, że inni uciekną zostawiając Go samego, a jednak świadomość tego nie przeszkadza Mu wykonać wobec nich tego gestu miłości – posługi niewolnika – umył im nogi. Umył każdemu. Jak wielka to lekcja miłości, która łączy się z pokorą. Ale to jeszcze nie wszystko, bo największym wyrazem miłości Pana było ustanowienie Eucharystii.
Eucharystia – znak największej miłości; Jej ustanowieniu towarzyszy zdrada wybranego apostoła. Bibliści dyskutują, czy Judasz przyjął Komunię św. Pomimo tych uczonych dyskusji, myślę, że odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Bo u Łukasza, który we wstępie do swojej Ewangelii zaznacza, że postanowił opisać wydarzenia „po kolei” czyli w porządku chronologicznym, czytamy najpierw o ustanowieniu Eucharystii, a dopiero później o zapowiedzi zdrady. U Łukasza Pan Jezus podaje Apostołom swoje Ciało i Krew, a dopiero później mówi: „Lecz oto ręka mojego zdrajcy jest ze Mną na stole”. Tak więc ostateczne podjęcie decyzji o zdradzie miało miejsce w czasie ustanowienia Eucharystii, a jej wykonanie po przyjęciu Komunii św.
Trzeba na krótko zatrzymać się w tym miejscu. Myślę, że to właśnie ten moment najbardziej ukazuje sedno spotkania się największej miłości ze zdradą.

Ale to nie wszystko na ten temat. U Mateusza, Marka i Łukasza czytamy na temat wskazania Jezusa przez Judasza. Znakiem miał być pocałunek. I znowu ten znak, jeszcze bardziej nawet niż wspólne spożywanie posiłku – wskazuje na zażyłość i wspólnotę, jest znakiem wyrażającym miłość. Dla Judasza pozornie służy do wyrażenia miłości i szacunku dla swojego Mistrza, ale tak naprawdę jest znakiem zdrady. Następuje tu odwrócenie znaczenia znaków. A Jezus odpowiada pytaniem: „Przyjacielu, po coś przyszedł?”. „Pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?”.


Jakie były motywy Judasza?
Pozostanie to na zawsze tajemnicą – „tajemnicą bezbożności”. Opisuje ją św. Paweł w 2 Tes 2, 7 opisując pojawienie się antychrysta. Wydaje się, że najlepszą drogą do jej wyrażenia i zrozumienia jest odwołanie się do jej przeciwieństwa – do „tajemnicy pobożności”. Apostoł Narodów pisze o niej w 1 Tm 3, 16: „A bez wątpienia wielka jest tajemnica pobożności. Ten, który objawił się w ciele, usprawiedliwiony został w Duchu, ukazał się aniołom, ogłoszony został poganom, znalazł wiarę w świecie, wzięty został w chwale”. Owa tajemnica pobożności to objawienie się Jezusa Chrystusa, Jego wcielenie, całe Jego dzieło zbawcze począwszy od wcielenia, poprzez męką, śmierć i zmartwychwstanie, aż do uwielbienia w niebie. Kluczem do zrozumienia tajemnicy pobożności jest tylko miłość. Istotą tajemnicy nieprawości jest właśnie odrzucenie tej miłości, nawet jeśli takie postępowanie używa języka miłości i ubiera się w jej szaty. Dlaczego Judasz odrzucił miłość Chrystusa? Nie wiem. Pozostanie to na zawsze tajemnicą. Podobnie jak odrzucenie miłości Boga przez Lucyfera, innych aniołów, podobnie jak pozostaje tajemnicą, dlaczego człowiek wybiera grzech odrzucając Bożą miłość.
Jednak człowiek nawet wybierając grzech, wybiera coś, co jawi mu się jako dobro, dobro cząstkowe, które przesłania Dobro najwyższe. Jako było to dobro cząstkowe, które przesłoniło Judaszowi Dobro z wielkiej litery? Niektórzy mówiąc o bezpośrednich motywach Judasza wskazują na jego chciwość; za zdradę Pana wziął 30 srebrników. Osobiście widzę to trochę inaczej, i raczej dopatrywałbym się tu motywów religijnych pomieszanych z politycznymi. Ale więcej o tym przy innej okazji.

Czy grzech Judasza mógł być wybaczony?
 Dając odpowiedź na to pytanie chcę przywołać pewną scenę z książki: „Poemat Boga-Człowieka” Marii Valtorty. Książka ta zawiera objawienia prywatne. Nie są one uznane przez Kościół. Co więcej, Kościół podchodzi do nich dosyć sceptycznie. Swoją wypowiedzią nie chcę się wypowiadać na temat nadprzyrodzonego charakteru tych objawień. Ta decyzja zarezerwowana jest Kościołowi. Jeśli jednak chcę przywołać pewną scenę opisaną przez Marię Valtortę, to tylko dlatego, że może być ona pomocna w zobrazowaniu odpowiedzi na to pytanie. Zatem chodzi nie o podanie racji, kryterium czy uzasadnienie odpowiedzi, ale jej zobrazowanie. Otóż Pan Jezus przyłapuje Judasza na wykradaniu pieniędzy ze wspólnej kasy.  Sytuacja jest jednoznaczna. Judasz okazuje się złodziejem. Jezus mówi do niego: „Jeśli poprosisz Mnie o przebaczenie, zostanie ci przebaczone”. Apostoł odwraca się i odchodzi. Jego usta pozostają zamknięte.
Czy taka scena zaistniała? Nie wiem. Ewangelia o niej nie wspomina. Ale jest pewne, że wyraża ona istotę grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, o którym mówi Pan Jezus:

31 Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone.
 32 Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. (Mt 12:31-32 BTP).

Na czym polega grzech przeciwko Duchowi Świętemu? Pisze o tym Jan Paweł II w encyklice o Duchu Świętym. Stwierdza on, że grzech przeciwko Duchowi Świętemu „nie polega na słownym znieważeniu Ducha Świętego; polega natomiast na odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego, działającego w mocy Chrystusowej ofiary Krzyża”.
Zdrada Judasza to bardzo wielki grzech. A jednak także i ten grzech i każdy inny może być przebaczony, jeśli grzesznik z ufnością zwróci się do Pana o jego przebaczenie. Pan Jezus powiedział do św. Siostry Faustyny, że największe prawo do Jego miłosierdzia mają najwięksi grzesznicy. Gdyby Judasz z ufnością poprosił Pana o wybaczenie, to chociaż jego grzech był jak szkarłat, stałby się biały jak śnieg (por. Iz 1, 18).

środa, 16 kwietnia 2014

Zdrada Judasza a odkupienie człowieka i wolna wola

Dzisiaj, w Wielką Środę, Ewangelia Mszy św. opowiada o zdradzie Pana przez jednego z Dwunastu. Przez ostatnie dni „popełniłem” kilka tekstów na temat Judasza. Właściwie to chciałem już sobie dać z nim spokój, bo jest rzeczą o wiele bardziej pożyteczną patrzeć na Jezusa. Ale czytając wypowiedzi pod ostatnimi moimi wpisami doszedłem do przekonania, że nie można zostawić niektórych pytań bez odpowiedzi. 

*****

1. Co by było, gdyby nikt nie chciał zabić Jezusa?

a) W istocie zła leży pragnienie zniszczenia dobra. Szatan został nazwany „zabójcą” nie dlatego, że kogoś zabił, ale dlatego, że pałał i nadal pała morderczą zazdrością wobec człowieka. To on był przyczyną, że pierwsi ludzie zerwali zakazany owoc, czego skutkiem była śmierć. Mdr 2, 1-24 jest dowodem na to, że grzesznicy nie zadawalają się grzeszeniem. Oni jeszcze chcą zniszczyć tego czy tych, którzy nie grzeszą razem z nimi. Podobna rzecz ma miejsca u adresatów Pierwszego Listu św. Piotra (1 P 4, 3-4): Chrześcijanie nawróceni z pogaństwa spotykali się z wrogością dawnych wspólników w grzechu.  Dlaczego? Bo z samej natury zła wynika, że człowiek postępujący źle chce zniszczyć dobro obecne w innym, od zniszczenia jego dobrego imienia począwszy aż do zadania śmierci włącznie, jako to miało miejsce w przypadku Kaina targającego się na życie brata:

„A potem [Ewa] urodziła jeszcze Abla, jego brata. Abel był pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Gdy po niejakim czasie Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: «Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować»”. (Rdz 4, 2-7 BT).

Co stało się później, wiemy. Gdyby Kain postępował dobrze, nie chodziłby ze smutną twarzą planując i następnie dokonując bratobójstwa.

b) Śmierć Pana Jezusa nie była absolutnie konieczna do dokonania zbawienia. „Wystarczyłby Jego dziecięcy płacz”, jak ktoś powiedział, żeby zgładzić grzechy wszystkich ludzi. Dlaczego więc Pan Bóg jednak zechciał, żeby Jego Syn, poniósł śmierć na odkupienie? Może trzeba popatrzeć na to inaczej, nawiązując do w/w pytania: Zostało tam zasugerowane, że gdyby nikt nie chciał zabić Jezusa, to nie musiałby umierać. To, to prawda. Ale nie wynika z tego, że Pan Bóg postanowił dokonać zbawienia i szukał kogoś, kto dokonana tego morderstwa, kto zdradzi Jezusa, itd, aby zbawienie mogło się dokonać. A jak?

Pan Bóg już od wieków znając człowiecze skłonności i wiedząc, że w swojej złości ludzie zechcą zabić Jego Syna, użył skutków tego grzechu jako lekarstwo na ten grzech. Inaczej mówiąc, Pan Bóg nie szukał zdrajcy i mordercy, którzy zostaną użyci jako brudne narzędzia do dokonania odkupienia. Judasz nie był przez Pana Boga uprzednim dekretem przeznaczony do tego, aby stać się zdrajcą, podobnie jak inni nie byli przeznaczeni do tego, aby znęcać się nad Jezusem i zabić Go. Nie. A co byłoby, gdyby nikt nie chciał Go zdradzić, prześladować, męczyć i zabić? Wtedy do dokonania wystarczyłby dziecięcy płacz Jezusa.

Podsumowując: Śmierć Jezusa nie była absolutnie potrzebna do zbawienia ludzi. Stała się jednak konieczna w zaistniałej sytuacji przewidzianej przez Boga, tzn. wtedy, kiedy ludzie w swojej złości decydowali się na zabijanie dobrych, co swój szczyt osiągnęło w złości gotowej do zabicia Bożego Syna. Pan Bóg nie musiał wzbudzać złości i nienawiści, żeby dokonało się zbawienie, ale w swoim Synu przyjął je na siebie i użył tak, aby wypłynęło z tego dobro w postaci zbawienia dla tych, którzy ostatecznie zechcą przyjąć Jego miłość. Inaczej mówiąc: Skutek grzechu, którym było wejście cierpienia i śmierci na świat, stał się środkiem uleczenia (zbawienia) dla grzeszników. Sprawiła to Boża wszechmoc, wszechmoc Jego miłości, która potrafi nawet ze zła wyprowadzać dobro. Co nie znaczy, że On potrzebuje zła jako budulca dobra.

2. Czy Judasz miał możliwość wyboru? Odpowiedzi dwóch różnych autorów:

a)  (…) Aby mieć dzieci, a nie roboty, Pan Bóg obdarował je wolną wolą; uczynił nas zdolnymi do wybrania Jego. Możemy wybrać, że będziemy kochać Boga; możemy wybrać, że będziemy Go nienawidzić, lub też możemy zamienić Boga na coś, co możemy pojąć naszym słabym umysłem. Jeśli wolna wola nie istniałaby, Pan Bóg uczyniłby taki świat, gdzie możliwy byłby tylko jeden wybór i postarałby się o całą masę przekonywujących dowodów na to, że istnieje, po to, aby SPRAWIĆ, abyś uwierzył. Ale On nie czyni tego. On postarał się tylko o wystarczająca ilość dowodów Jego istnienia, aby ci pozwolić poza tym, co materialne i wznieść twój umysł do tego, co wieczne. Ale to ty musisz podjąć decyzję za siebie. Nikt tego za ciebie nie uczyni. Ale nie dziw się, że Bóg od wieczności zna twoją decyzję i moment jej podjęcia. Jeśli Judasz zatrzymałby się w swoich knowaniach, jeśli zwróciłby się do Jezusa i powiedziałby: ‘To ja, Panie, zamierzałem Cię zdradzić, ale teraz już nie chcę, i żałuję, że chciałem Cię zdradzić’. Następstwo czasowe zostały zniweczone, strony Pisma z zawartym proroctwem zostałyby zmienione w starych Księgach (lub może lepiej: nigdy nie zostałyby napisane – uwaga tłumacza), i Jezus nigdy nie przepowiedziałby zdrady apostoła. Zamiast tego, Żydzi odnaleźliby Go w Getsemani, a Judasz spałby z innym uczniami. Czas jest fizyczną właściwością, ale Pan Bóg jest poza jego przestrzenią i widzi czasy jako jeden trójwymiarowy obiekt. Nie ma niczego, czego On nie wiedziałby już wcześniej, dlatego Biblia jest dla mnie tak fascynującą Księgą”. (Powyższy tekst jest tłumaczeniem własnym uznanej za najlepszą odpowiedzi na pytanie: „Did Judas have a choice on whether he would betray Jesus?”: https://answers.yahoo.com/question/index?qid=20080219165347AA7ujMT )

b) „Bóg wie, czy się zbawimy, czy też potępimy. On zna dobrze naszą przyszłość. Znajomość przyszłego losu człowieka nie jest równoznaczna ze zniewoleniem go. Oto przykład. Patrząc z okna mojego mieszkania, widzę, że jakaś osoba idzie w kierunku wykopanego rowu, którego jednak nie dostrzega. Krzyczę więc do niej, żeby zmieniła kierunek, bo spotka ją nieszczęście, ale ona nie słucha i ciągle zbliża się do rowu. Patrząc z wysokości mojego piętra, w pewnym momencie dochodzę do przekonania, że nieszczęsny przechodzień z pewnością wpadnie do wykopanego rowu. Moja znajomość jego losu nie oznacza jednak, że to ja stałem się przyczyną jego nieszczęścia. Nie ja przecież strąciłem go do rowu, lecz wpadł do niego sam, dlatego że z uporem przeciwstawiał się wszelkim dobrym radom. Moje przewidywanie nieszczęścia przechodnia nie pozbawiło go wolności osobistej. Podobnie też Bóg zna od wieków nasze życie, nasze wolne decyzje, nasz przyszły los, co jednak wcale nie pozbawia nas wolnej woli. To, że Bóg przewiduje czyjeś wieczne potępienie, nie oznacza, że go do tego z góry przeznacza lub że pragnie jego wiecznego cierpienia. Przeciwnie, Bóg chce wiecznego szczęścia każdego człowieka i każdemu pragnie udzielić tyle łaski, by przy jej pomocy osiągnął życie wieczne. Jeśli jednak człowiek nie dochodzi do zbawienia, dzieje się tak nie dlatego, że Bóg nie chciał mu pomóc lub nie udzielił mu łaski, ani dlatego, że przeznaczył go na wieczne męki, ale dlatego, że sam człowiek dobrowolnie odrzucił darowaną mu pomoc, odwrócił się od prawdy i dobra, które wskazywało mu sumienie i Ewangelia. (…)

Dobry Bóg nikogo nie przymusza do czynienia zła, chociaż z góry wie, jak człowiek postąpi. Stwórca od wieków wiedział, że Judasz zdradzi Jezusa. Wiedział o tym również Chrystus, a jednak wybrał go na Swojego apostoła. Uczynił to przede wszystkim po to, by dać mu szansę podobną do tej, jaką mieli pozostali apostołowie. Jezus wybrał Judasza, aby wraz z Nim głosił Dobrą Nowinę i budował królestwo Boże. Chciwy uczeń odwrócił się jednak od Jezusa, ponieważ umiłował pieniądze. Zdradził Jezusa dla materialnego zysku. Judasz - jak i pozostali apostołowie - był wolnym człowiekiem i mógł w dowolny sposób ułożyć sobie swoje życie”. (Ks. Michał Kaszowski, http://www.teologia.pl/m_k/zag03-07.htm#1 )

3. Czy śmierć Jezusa była konieczna do dokonania zbawienia ludzkości?

Samo z siebie ani cierpienie, ani śmierć nie ma wartości zasługujących. Cierpienie i śmierć ludzi umierających w nienawiści ściąga przekleństwo, a nie błogosławieństwo. To miłość wyrażona w posłuszeństwie Bogu Ojcu stała się przyczyną zbawienia, nie zaś cierpienie czy śmierć sama w sobie. Jezus umiłował nas do końca, bo był posłuszny aż do śmierci. A zatem Jezus nie musiał umierać, aby mogło się dokonać zbawienie człowieka, bo miłość zbawia, nie zaś cierpienie. Zaś wielkość miłości mierzy się wielkością cierpienia, który kochający jest zdolny wziąć na siebie za kochanego. Dlatego „nie ma miłości większej od tego, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół” (J 15, 13). Krzyż jest miarą wielkości Bożej miłości do człowieka, a nie warunkiem koniecznym do dokonania zbawienia. Ks. Michał Kaszowski pisze na ten temat w ten sposób:

„Odkupienie dokonało się nie dlatego, że Judasz zdradził Chrystusa, lecz dlatego, że Chrystus umiłował swojego Ojca i nas, dlatego stał się Mu posłuszny, aż do śmierci krzyżowej. Wybawienie od grzechów przyniosła nam zatem nie tyle zdrada Judasza, ile przeogromna miłość Jezusa, która najpełniej wyraziła się w Jego śmierci krzyżowej. To nie Judasz ani nie kapłani złożyli Ojcu niebieskiemu w ofierze Jezusa Chrystusa, lecz On sam się dobrowolnie ofiarował w duchu miłości i posłuszeństwa. Odkupienie mogło dokonać się nawet bez śmierci krzyżowej, a tym bardziej bez zdrady Judasza, każdy bowiem czyn Chrystusa wyrażał tyle miłości i posłuszeństwa, że mógł nam przynieść wieczne zbawienie”. ( http://www.teologia.pl/m_k/zag03-07.htm#1 )

4. Który ojciec wyśle swojego jedynego syna na pewna śmierć, żeby ocalić bandę grzeszników?

Tak, patrząc po ludzku nie można tego zrozumieć. Ale tu chodzi o Ojca, który nie jest człowiekiem; Jego myśli nie są naszymi. Dlatego wyrazem mądrości jest starać się z pokorą przyjąć ten Boży sposób myślenia, nawet, jeśli go nie rozumiemy, a nie próbować Pana Boga ściągnąć do naszego poziomu.

Dlaczego Bóg wydał swego Jedynego Syna dla ocalenia „bandy grzeszników”? To prawda, jesteśmy tyko bandą grzeszników. Ale żaden z tych grzeszników nie zaistniał bez Jego woli. Dlatego, chociaż przez grzech utraciliśmy Boże synostwo, to jednak Pan Bóg nie przestał być naszym Stwórcą. Choć jesteśmy tylko „bandą grzeszników”, to jednak Pan Bóg ukochał nas właśnie takich, jacy jesteśmy, ale patrząc na nas, widzi nas takimi, jakimi możemy stać się dzięki Jego łasce: Jego przybranymi dziećmi. O ile nie odrzucimy danej nam łaski.

Pan Jezus doznał śmierci za nas nie dlatego, że musiał, ale z Bożej łaski dla nas (por Hbr 2, 9). Bo Pan Bóg jest doskonale sprawiedliwy i doskonale miłosierny. Bardzo przystępnie, a jednocześnie w przekonywujący sposób mówi na ten temat ks. prof. Mariusz Rosik: https://www.youtube.com/watch?v=ahcvtblG5io

PS. Posiadany przez nas obraz Boga w jakiś sposób odzwierciedla prawdę o nas samych; jest odbiciem naszych doświadczeń i pragnień.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Dlaczego Judasz zdradził Jezusa?

(1). Na czym właściwie polegała wina Judasza i jaki był motyw zdrady? Chęć zysku? 30 srebrników nie było oszałamiającą sumą. Judasz obracał większymi kwotami. (2). Jakie znaczenie miało wskazanie Pana Jezusa rzymskim żołnierzom? Przecież nauczał publicznie i był znany. Wskazać Go mogło każde dziecko.

*****

Te pytania zadał mi jeden z Czytelników mojego bloga. Świadczą one o tym, że nieprzekonująco brzmi motyw zdrady Mistrza za niewielką stosunkowo kwotę. I jeszcze praktyczny aspekt: Skoro Pan Jezus był osobą publicznie znaną, jakie znaczenie ma wskazanie Go rzymskim żołnierzom? Jeśli chodzi o tę sprawę, to wydaje się, że przede wszystkim chodziło o wskazanie miejsca, gdzie Nauczyciel udawał się na spoczynek. Zwierzchnikom świątynnym zależało na zachowaniu publicznego spokoju. Dlatego chcieli aresztować niewygodnego Rabbiego z dala od tłumów słuchających Go z wielką uwagą, wręcz z uwielbieniem. Aby móc to uczynić, potrzebny był ktoś, kto mógł wskazać żołnierzom drogę. Dlatego propozycja Judasza, że wyda Jezusa arcykapłanom, została przyjęta przez nich z radością. Opisy Ewangelistów różnią się w szczegółach:

„Wtedy Judasz Iskariota, jeden z Dwunastu, poszedł do arcykapłanów, aby im Go wydać. Gdy to usłyszeli, ucieszyli się i przyrzekli dać mu pieniądze. Odtąd szukał dogodnej sposobności, jak by Go wydać”. (Mk 14, 10-11 BT).

Według Marka to arcykapłani obiecali pieniądze jako wynagrodzenie za zdradę. Mateusz opisuje to trochę inaczej:

„Wtedy jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam». A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać”. (Mt 26, 14-16 BT).

Natomiast Łukasz zdaje się potwierdzać Marka:

„Arcykapłani i uczeni w Piśmie szukali sposobu, jak by Go zabić, gdyż bali się ludu. Wtedy szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu. Poszedł więc i umówił się z arcykapłanami i dowódcami straży, jak ma im Go wydać. Ucieszyli się i ułożyli się z nim, że dadzą mu pieniądze. On zgodził się i szukał sposobności, żeby im Go wydać bez wiedzy tłumu”. (Łk 22, 2-6 BT).

O ile Mateusz i Marek umieszczają tę scenę zaraz po opowiadaniu o uczcie, na której nieznana z imienia kobieta namaściła Jezusa drogocennym olejkiem. Oburzyło to „niektórym z Jego uczniów”, którzy uznali namaszczenie za marnotrawstwo. Jednak Pan wziął w obronę kobietę. I właśnie po Jego słowach ci dwaj synoptycy umieszczają spotkanie Judasza z arcykapłanami. Łukasz też opisuje to spotkanie, ale poprzedza je informacją o opętaniu Judasza, co wskazuje na bezpośredni wpływ szatana na jego postępek. Z Ewangelii według św. Jana (12, 1-8) dowiadujemy się, że tą kobietą była Maria, siostra Łazarza (choć wielu biblistów uważa, że chodzi o dwie różne sytuacje, a co za tym idzie – dwie różne kobiety. Osobiście nie podzielam tej opinii). Z tej samej Ewangelii dowiadujemy się, że Judasz jest tym, który zadaje pytanie o drogi olejek i podaje jego wartość.

Sądzę, że powyższe zestawienie uzasadnia odpowiedź na to drugie pytanie. Pozostaje pytanie pierwsze. Czy motywem mogłoby 30 srebrników? Nie sądzę, że był to ostateczny motyw. Myślę, że chodziło o coś innego. Uważam, że jego motywy były bardziej wzniosłe. Jednak pisząc tak, wcale nie zamierzam pochwalić zdrajcy, czy choćby tylko pomniejszyć jego winę. Moim zamiarem jest pokazanie, że sprawa nie jest taka, jak się to dość powszechnie uważa.

Zanim przejdę do uzasadnienia tego twierdzenia, chcę najpierw wyjaśnić, na czym dokładnie polega mój zamiar. Najlepiej na przykładach. Ewa, a za nią Adam w raju, zerwali i spożyli zakazany owoc widząc, że jest dobry do jedzenia, rozkoszny dla oczu z wyglądu i nadaje się do zdobycia wiedzy (por. Rdz 3, 6). Czy ten zakazany owoc skusiłby pierwszych rodziców, gdyby był poobijany, brudny i nadpsuty? Raczej nie. Adam i Ewa zdecydowali się na nieposłuszeństwo Bogu, bo pociągnęło ich nie coś tylko miernego, ale coś, co było bardzo pociągające. Ich wina jest niezależna od tego, czy przekroczyli Boży zakaz dla czegoś najwspanialszego, co tylko można sobie wyobrazić, czy czegoś mniej pociągającego. Dlatego nie uważam, że natchniony autor Księgi Rodzaju zamierzał pomniejszyć winę Adama i Ewy podkreślając walory owocu z drzewa poznania dobra i zła. Podobnie nie sądzę, że można mi zarzucić próbę nadania romantycznych wartości zdradzie czy pomniejszyć jego odpowiedzialność za jego wydanie Pana. Moim pragnieniem jest pokazanie, że Judasz wybrał nie pomiędzy swoim Mistrzem, a trzydziestu srebrnikami, ale pomiędzy dwoma różnymi miłościami: miłością do Boga a miłością do …ojczyzny.

Analogicznie było z Lucyferem. I on wybrał pomiędzy dwoma miłościami. Miłości Bogu nie przedłożył miłości do ziemi, bo marzyło mu się w postaci węża po niej czołgać. Nie, jego grzech polegał na tym, że zamiast Boga wybrał najwspanialszą po Nim istotę – czyli siebie samego. Inaczej mówiąc: jego miłość własna była większa niż miłość do Stwórcy. I choć w hierarchii miłości nastąpiło przesunięcie tylko o jeden stopień, było to powodem zaburzenia w całym stworzonym świecie. Kiedy Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu. Gdy zaś natomiast nastąpi przesunięcie tylko o jeden stopień w hierarchii wartości, jak to miało miejsce w przypadku najwspanialszego istoty stworzonej przez Boga, to ten, który to czyni, przestaje kochać Boga ze wszystkich swoich sił i ponad wszystko, a to jest pierwszym obowiązkiem, a zarazem drogą do szczęścia. Jeśli ktoś natomiast wybierze zamiast Boga kogoś lub coś innego, to Pan Bóg pozwala mu na to, co jest równoznaczne z utratą miłości najwyższej – Boga. Tymczasem żadna inna miłość nie nasyci ludzkiego serca.

Szatan kusi każdego z nas, abyśmy odstąpili od Boga i na Jego miejsce postawili coś czy kogoś innego. Ostatecznie nie ma znaczenia, kogo czy co ulegający pokusie postawi w swojej hierarchii na pierwszym miejscu należnym Bogu: wartości materialne, doznania, miłość do drugiej osoby, do siebie czy do ojczyzny. Skutek będzie taki sam. A im wznioślejsza miłość, im większa wartość – tym bardziej niebezpieczna pokusa, i tym łatwiej jej ulec. Dlatego Judasz jest przestrogą dla wszystkich, może szczególnie dla pobożnych patriotów. Miłość do Ojczyzny jest święta, ale nie ma miłości świętszej niż miłość do Pana Boga.

*****

Rola Barabasza w procesie Pana Jezusa nie jest tak ważna jak np. Piotra czy Judasza; co więcej, jest bierna, tym nie mniej ta postać mówi nam coś bardzo istotnego o tym, dlaczego Pan Jezus został skazany na haniebną śmierć.

U Mateusza czytamy: „A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: «Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?» Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali”. (Mt 27, 15-18 BT)

Odpowiedź tłumu według Janowej Ewangelii: „Oni zaś powtórnie zawołali: «Nie tego, lecz Barabasza!» A Barabasz był zbrodniarzem”. (J 18, 40 BT)

„Zbrodniarzem” – ta nazwa może być myląca. Bo greckie słowo użyte przez Ewangelistę to „lestes”. „Joseph Blinzler, niemiecki specjalista od Męki Jezusa, proponuje  przetłumaczyć lestes jako 'podżegacz' lub wręcz 'wojownik ruchu oporu'" ("Umęczon pod Ponckim Piłatem?", str. 69). Podobnie pisze Ojcie św. Benedykt XVI w książce "Jezus z Nazaretu" przypominając, że greckie słowo przybrało także znaczenie: "terrorysta" lub "bojownik o wolność". Protestancka Biblia Gdańska tłumaczy to zdanie: „Barabasz był bandytą”.  Jest to dobre słowo, jeśli dodamy do tego kontekst, w jakim zostało użyte. Sytuacja żydów w czasach Pana Jezusa przypominała sytuację Polaków w czasie II wojny światowej. Jak Niemcy określali wojowników o wolność, członków ruchu oporu, którzy dokonywali aktów sabotażu lub zamachy na jakieś ważne osobistości? No właśnie: „Banditen”. Niemieckiemu słowu odpowiada polskie słowo „bandyci”. Tak, Barabasz był „bandytą” – to znaczy bohaterem ludowym walczącym ze znienawidzonym okupantem. Był bojownikiem o wolność. Więcej, był swego rodzaju mesjaszem politycznym. I Piłat właśnie jego  przedstawił ludowi jako alternatywę obok Jezusa. Postawienie obok siebie Pana Jezusa i Barabasza oznacza przeciwstawienie dwóch koncepcji mesjanizmu.

Vittorio Messori w cytowanej trochę wyżej książce „Umęczon pod Ponckim Piłatem?”, na stronie 72 napisał: „Informuje nas Orygynes, starożytny pisarz chrześcijański, że aż do jego czasów (mianowicie do połowy III wieku) wiele manuskryptów Ewangelii podawało całkowite imię ‘bandyty’: Jezus Barabasz. Potem przystąpiono do ‘oczyszczania’, które sam Orygense uznaje, i imię ‘Jezus’ zostało usunięte; posiadamy jednak jeszcze wiarygodne manuskrypty, które przytaczają to kłopotliwe imię”. Tyle cytat. „Barabasz” zaś to przydomek oznaczający „syn ojca”. Biorąc tę informację pod uwagę, pytanie jakie usłyszały tłumy brzmiało: „Kogo chcecie, żebym wam uwolnił: ‘Jezusa zwanego Synem Ojca, czy Jezusa zwanego Mesjaszem?’” Dlaczego tłumy wybrały Barabasza? Bo ci ludzie byli patriotami.

Czytamy w Ewangelii, że były podburzone przez faryzeuszów. Jednak zanim przejdziemy do motywów faryzeuszów i kapłanów zatrzymajmy się na chwilę tutaj. To pytanie postawione wobec tłumów przez Piłata oznacza, że nie chodziło tam o wybór dobra lub zła ile raczej chodziło o wybór pomiędzy dwoma rodzajami dobra. Inaczej mówiąc: Tłumy nie miały do wyboru pomiędzy kimś o nieposzlakowanej opinii z jednej strony (białym charakterem) i zbrodniarzem z drugiej strony (czarnym charakterem). Nie wiemy zresztą, jaką wiedzą o Panu Jezusie dysponowały owe tłumy. Na pewno nie było to poznanie, które my mamy o Nim. W najlepszym wypadku chodziło tu o wybór między cudotwórcą i wędrownym kaznodzieją, kimś, kto uczył moralnego postępowania, stawiania miłości Boga na pierwszym miejscu z jednej strony, a kimś, kto był patriotą gotowym do walki zbrojnej z wrogiem Ojczyzny, z drugiej. Postawmy siebie w sytuację ludzi stojących przed Piłatem. Jaka byłaby nasza decyzja? Kogo wybralibyśmy mając tą wiedzę, którą oni mieli? Czy kogoś, kto mówi o miłości Boga i jednocześnie stawia wymagania moralne czy też wybralibyśmy bojownika, który walczy z wrogiem narażając własne życie? Człowieka umiarkowanego czy radykała? Pytanie to stawiam po to, żebyśmy nie śpieszyli się z wydawaniem osądów, bo mogą one pośrednio zawierać potępienie naszych własnych wyborów i postaw.

Idźmy dalej: Powiedzieliśmy, że tłumy były podburzone przez arcykapłanów i starszych. Ale nie było to trudne. Wystarczyło, że tamci odwołali się do uczuć miłości do ojczyzny i świątyni oraz do nienawiści do okupanta.

Jak się wydaje, także Judasz wydał swojego Mistrza z tych samych powodów: był patriotą. Kochał swój naród, pragnął jego niepodległości. Prawdopodobnie należał do stronnictwa zelotów, gorliwców politycznych walczących zbrojnie o wolność narodu. Na to zdaje się wskazywać jego przydomek „Iskariota”. Jednak niezależnie od tego, jakie było znaczenie tego przydomka, wydaje się, że motywy zdrady były polityczne. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Dlaczego? Ponieważ trudno przyjąć, że Judasz zrobił to dla 30 srebrników. Judasz był chciwcem i złodziejem, ale gdyby wydawał swego Mistrza dla pieniędzy, targowałby się o większą sumę. Ponieważ jednak zgodził się na tę niewielką kwotę, sądzę, że możemy widzieć w tym inne motywy niż ekonomiczne. Wyobrażam sobie, że Judasz wydał swego Mistrza nie dlatego, że chciał Go usunąć, ale że uważając Go za mesjasza politycznego, który miał szansę pociągnięcia ludzi przeciwko Rzymianom w walce o niepodległość, chciał „przymusić” Go do działania. Wydawało mu się, że stanie się tak, kiedy wyda Go arcykapłanom. Gdy jednak przekonał się, że ci skazali Pana Jezusa i wydali Piłatowi, właśnie wtedy Judasz zrozumiał, że jego działanie nie przyniosło zamierzonego efektu. Żałował swego czynu, ale był to w pewnym sensie tylko „żal polityczny” - frustracja wobec rozwoju wydarzeń, który nie był po jego myśli.

Wróćmy do faryzeuszów i arcykapłanów. Wspomnieliśmy, że podburzyli tłumy, aby żądały od Piłata Barabasza. Jakie były ich motywy? Jak wynika z Ewangelii według św. Jana, są to motywy polityczne pomieszane z religijnymi. Czytamy, że po wskrzeszeniu Łazarza:

„Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: «Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród».” (J 11, 46-48 BT)

Podsumowując: podobnie jak faryzeusze i arcykapłani, tłumy wybrały Barabasza z przyczyn polityczno-religijnych: Kochali swoją ojczyznę, pragnęli jej wolności, kochali świątynię i pragnęli jej zachowania. Czy to znaczy, że patriotyzm jest czymś złym? Nie, tego nie chcę powiedzieć. Miłość do Ojczyzny jest święta. Powinniśmy być patriotami, powinniśmy kochać naszą Ojczyznę, nawet aż do punktu gotowości oddania za nią życia. Miłość do Ojczyzny stałaby się grzechem jedynie wtedy, gdyby zajęła miejsce miłości do Boga. I właśnie tak stało się w procesie Pana Jezusa. I miało to miejsce u Judasza, arcykapłanów i faryzeuszów, i całego tłumu, który wybrał Barabasza zamiast Pana Jezusa.

Miłość do ojczyzny jest analogiczna do miłości do rodziców: jest święta. Ta ostatnia jest przedmiotem czwartego przykazania Bożego: „Czcij ojca i matkę swoją”. Przykazaniu temu towarzyszy obietnica: „A będziesz długo żył”. A jednak Pan Jezus mówi, jak czytamy w Ewangelii: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 37 BT).

Mamy kochać rodziców, tak jak mamy kochać ojczyznę i siebie samego: a jednak kto kocha ojczyznę, rodziców, siebie czy innych ludzi bardziej niż Boga, ten grzeszy. I jeśli miłość do ojczyzny, rodziców, siebie czy innych ludzi jest większa od miłości, jaką kochamy Boga, to taka „miłość” tam, gdzie nie ma Boga na pierwszym miejscu, ostatecznie przynosi zniszczenie innych i siebie.
I proces Pana Jezusa jest tego klinicznym przykładem. Judasz, który kochał Ojczyznę  bardziej niż Boga, na końcu sam wymierzył sobie karę, targając się na swoje życie. Annasz i Kajfasz przestali być arcykapłanami wtedy, gdy Piłat wpadł w niełaski cesarza i usunięty z urzędu. Stało się to zaledwie kilka lat po ukrzyżowaniu Pana. Ale ostateczny akt, przynajmniej z naszej ziemskiej perspektywy, dokonał się 40 lat później.  W roku 66 wybuchło powstanie przeciw Rzymianom. Było to w czasie Paschy. Jak pamiętamy, każdy dorosły żyd miał obowiązek przynajmniej trzy razy w roku ukazać się przed Panem. Ci, którzy mieszkali dalej, przynajmniej raz w roku, właśnie na święto Paschy. Ocenia się, że w Jerozolimie zgromadziło się wtedy około 1 200 000 żydów. Józef Flawiusz, żyd pochodzący z rodu kapłańskiego, urodzony w Jerozolimie, ocalał jako jeden z 97 000 jeńców, w swoim dziele „Wojna żydowska” napisał: „Cały naród jak gdyby zamknięty w więzieniu przeznaczenia, a wojna porwała w swoje szpony miasto przepełnione mieszkańcami. Było tak, że liczba ofiar okazała się wyższa od liczby ofiar jakiejkolwiek zagłady dokonanej ręką ludzką lub boską”. Zginęło około 1 100 000 żydów. Józef Flawiusz pisze o okropnościach, a chyba największą z nich były matki zabijające i spożywające swoje niemowlęta.

Świątynia wraz z kapłaństwem żydowskim i codzienne składanymi ofiarami przestała istnieć. Nie pozostał z niej kamień na kamieniu. Jerozolima została zniszczona tak, że trudno było powiedzieć, że kiedyś w tym miejscu było miasto. Poza niewielką resztą, naród żydowski został unicestwiony. Nastąpił koniec tego, co arcykapłani i faryzeusze tak bardzo chcieli zachować.

Mamy tu do czynienia z dwoma wizjami, czy z dwoma sposobami postępowania. Pan Jezus mówi: „Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia” (Łk 19, 43-44 BT). Pan Jezus zdaje się mówić: „Gdyby Jerozolima rozpoznała czas nawiedzenia i przyjęła Mnie – ocalałby.”

Naprzeciw tych słów stoją inne, wypowiedziane przez arcykapłanów i faryzeuszów: „Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. Program zupełnie przeciwny. Historia pokazała, jak złudne były ich obliczenia.

Czy sami uczniowie Pana Jezusa właściwie pojmowali misję Pana? Nie, także oni uważali Go raczej za mesjasza politycznego czyli za kogoś, kto przyniesie wolność Jerozolimie i żydom. „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela”  (Łk 24:21 BT). Uczniowie Pana Jezusa nie różnili się tym, że mieli właściwe spostrzeganie Jego misji i osoby, ale jedynie tym, że dali Mu skorygować swoje błędne opinie na Jego temat. I to jest szansa i wezwanie dla nas, abyśmy kochając Ojczyznę, rodziców, bliźnich i siebie, jeszcze bardziej kochali Pana Boga, to znaczy: ze wszystkich sił, z całego serca, całą swoją istotą, a siebie i innych ludzi kochali w Nim i ze względu na Niego.

sobota, 12 kwietnia 2014

Judasz obawia nas samych

We wszystkich żyje możliwość Judasza

*****

“Skoro mówimy o Judaszu, dobrze będzie, jeśli nasza cała nasza uwaga nie pozostanie tylko przy nim samym. W nim dokonała się zdrada – ale czy był jedynym, w którego zasięgu ona była? Co uczynił Piotr, którego Jezus wziął ze sobą na górę przemienienia, którego uczynił opoką Kościoła i powiernikiem kluczy królestwa? W godzinę niebezpieczeństwa na stwierdzenie odźwiernej: ‘Także i ten do Niego należał’ w podły sposób wyparł się: ‘Kobieto, nie znam Go’ (por. Łk 22, 56-57). I zapewnił, i przysiągł raz, drugi i trzeci (por. Mt 26, 72-75). Przecież to była zdrada; a jeśli się w niej nie zatracił, lecz znalazł drogę do skruchy i nawrócenia, było darem Bożej łaski. A jak było z Janem? Także i on uciekł, a ta ucieczka obciąża bardzo tego, który spoczywał na piersi Jezusa. To prawda, że wrócił i stał pod Krzyżem – ale że mógł wrócić, zostało mu dane. Wszyscy pozostali zaś ‘rozproszyli się jak owce, kiedy uderzono ich pasterza ‘ (por. Mt 26, 31). A lud? To ludowi pomagał, leczył chorych, karmił głodnych i pocieszał serca. Co z tymi, których Duch oświecił, aby rozpoznali w Nim Mesjasza i uczcili na drodze do Jerozolimy?

Jakże Go lud zdradził, kiedy zamiast dla Niego uprosił ułaskawienie dla zbrodniarza! A Piłat? Jego rozmowa z Panem porusza tak głęboko: że w pewnym momencie ten sceptyczny Rzymianin zwrócił ku Niemu swoje uczucie i uwagę. Można odczuć przepływ sympatii w jedną i drugą stronę. Ale później włącza się wyrachowany rozsądek, i Piłat ‘umywa ręce’ (por. Mt 27, 24). Nie, w Judaszu wyszło na jaw z nagą okropnością to, co wokół Jezusa żyło jako możliwość. W gruncie rzeczy żaden z nich nie ma za bardzo powodu, aby wynosić się nad Judaszem.

I my nie mamy. I tę prawdę powinniśmy uświadomić sobie z całą oczywistością. Zdrada Boga leży bardzo blisko nas. W czym mogę Go zdradzić? W tym, co zostało powierzone mojej wierności. Czy nie ma w naszym życiu wielu takich dni, w których wydaliśmy Go, naszą najlepszą wiedzę, najświętsze uczucie, nasz obowiązek, naszą miłość w zamian za próżność, zmysłowość, zysk, za poczucie pewności, nienawiść, zemstę? Czy to więcej niż trzydzieści srebrników? Mamy mało powodów, żeby mówić o zdrajcy i jego zdradzie, jako o czymś, co jest poza naszymi możliwościami, może jeszcze z oburzeniem. Judasz objawia nas samych”. (Romano Guardini, „Der Herr”, tłumaczenie własne. Jest to kontynuacja wczorajszego tekstu: http://niebieski519.blogspot.de/2014/04/a-jeden-z-was-jest-diabem-j-6-70-bt.html )

piątek, 11 kwietnia 2014

„A jeden z was jest diabłem” (J 6, 70 BT)

Przy Jezusie można stać się diabłem.

*****

„Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?» Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: «To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą». Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga». Na to rzekł do nich Jezus: «Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem»”. (J 6:53-70 BT).

***

„Wtedy odwróciła się od Jezusa przychylność tłumów chodzących za Nim, i także ‘wielu Jego uczniów wycofało się i już z Nim nie chodziło’. Ten wstrząs dosięgnął także najbliższego kręgu, ponieważ nie na darmo Jezus zadał Dwunastu pytanie: ‘Czy i wy chcecie odejść?’ Jeszcze żaden z nich nie był zdolny do wiary w pełnym tego słowa znaczeniu. Piotr uczynił wszystko, co w ich sytuacji było możliwe, kiedy uratował się skokiem w zaufanie: ‘Gdzież pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego’; nie rozumiemy tego, co powiedziałeś, ale wierzymy w Ciebie, i ze względu na Ciebie przyjmujemy Twoje słowa’. Może właśnie wtedy wygasła wiara w sercu Judasza. Że nie odszedł, ale został jako jeden z ‘Dwunastu’, było początkiem jego zdrady. Dlaczego został? – nie wiemy. Może mimo wszystko tliła się w nim jeszcze nadzieja, że w jakiś sposób przejdzie przez to doświadczenie wewnętrzne; a może po prostu był ciekawy, co z tego wyniknie.

Zostając [przy Jezusie] Judasz wystawił się na wielkie niebezpieczeństwo. Nie jest łatwo znosić świętą Istotę, której myśli, sądy i postępowanie mają swoje źródło w Bogu. Naiwnym jest mniemanie, że życie w towarzystwie świętego męża może bez niczego być tylko czymś pięknym, i że tylko dobro może z tego wyniknąć. A cóż dopiero przy samym Synu Bożym? Diabłem można się stać! Pan sam powiedział: ‘Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem’. Judasz nie był nim od samego początku, jak sądzi wielu; on stał się nim, i to przebywając w towarzystwie Zbawiciela. Powiedzmy ze spokojem: będąc przy boku Zbawiciela, bo ‘Ten był przeznaczony na powstanie i na upadek’ (por. Łk 2, 34). Szczególnie po [wydarzeniach w] Kafarnaum sytuacja dla niego musiała stać się nieznośna. Wciąż mieć przed oczami tą Postać; wciąż odczuwać tę ponadludzką czystość; cały czas, i to było najtrudniejsze, odczuwać tę gotowość do ofiary, tą wolę oddania się za ludzi – to mógł znieść tylko ten, kto kochał Jezusa. Jest czymś wystarczająco trudnym znosić wielkość ludzką – chociaż właściwie trzeba mówić: przebaczyć – kiedy samemu nie jest się wielkim. A cóż dopiero, kiedy chodzi o wielkość religijną? O Bożą wielkość Ofiary?  O wielkość Zbawiciela? Jeśli brakuje tu gotowości do wiary i miłości, to wszystko zostaje zatrute”. (Romano Guardini, „Der Herr”, tłumaczenie własne. Dokończenie: http://niebieski519.blogspot.de/2014/04/judasz-obawia-nas-samych.html )