Szukaj na tym blogu

sobota, 20 sierpnia 2011

Chrzest. Czym jest?

W ostatnich dniach czytelnicy Frondy byli świadkami, o ile nie uczestniczyli czynnie w burzliwej dyskusji na temat chrztu. Jedni (katolicy) uważają, że chrzest jest nie tylko potrzebny, ale konieczny do zbawienia; inni (np. OwenFan) uważają, że potrzebna jest tylko wiara, a chrzest ma znaczenie raczej symboliczne. Z odpowiedzią na to pytanie jest ściśle związana odpowiedź na pytanie zawarte w tytule: Czym jest chrzest: rzeczywistym duchowym odrodzeniem czyli narodzeniem na nowo, czy też tylko pewnym rytuałem, wprawdzie nakazanym przez Chrystusa, ale nie mającym głębszego znaczenia.

Zamiarem, który mi przyświecał przy pisaniu tego tekstu, było nie tyle dodanie nowych argumentów, które zostały pominięte przez dyskutantów (chociaż takie też będą); jest to raczej próba uporządkowania i uzgodnienia wypowiedzi Pisma św. na ten temat i danie odpowiedzi na pytania:

1. Czy chrzest jest potrzebny do zbawienia?

2. Czym jest chrzest: symbolem czy powtórnym narodzeniem?


I. Czy chrzest jest potrzebny do zbawienia?

Pan Jezus mówi: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16:16 BT). Ta wypowiedź mówi o tym, że nie tylko wiara, ale i przyjęcie chrztu, są konieczne do osiągnięcia zbawienia.

Zaprzeczając temu, OwenFan przytacza inne fragmenty Pisma św. mówiące o tym, że wiara bez chrztu jest wystarczająca do zbawienia:

1. „Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (J 3:18 BT).

2. „A wyprowadziwszy ich na zewnątrz rzekł: «Panowie, co mam czynić, aby się zbawić?» «Uwierz w Pana Jezusa - odpowiedzieli mu - a zbawisz siebie i swój dom»” (Dz 16:30-31 BT).

3. Przykład współukrzyżowanego z Panem łotra.


Czyżby więc Biblia zawierała wewnętrzne sprzeczności? Niekoniecznie. Można na to odpowiedzieć, że natchnieni Autorzy używali skrótów myślowych i odwoływali się, czy zakładali posiadanie pewnej fundamentalnej wiedzy u czytelnika, dlatego nie powtarzali wszędzie, że do zbawienia konieczna jest zarówno wiara, jak i chrzest. Poza tym w kontekstach tych przytoczonych przez kalwinistę cytatów jest także mowa o chrzcie:

Ad. 1) "Jezus odpowiedział: 'Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego'" (J 3:5 BT). W „narodzeniu z wody i z Ducha” trzeba widzieć obraz chrztu św. Była to powszechna i zgodna interpretacja Ojców Kościoła, ale o tym będzie więcej w dalszej części tego artykułu.

Ad. 2) W następnym wierszu czytamy o przyjęciu chrztu: "Tej samej godziny w nocy wziął ich z sobą, obmył rany i natychmiast przyjął chrzest wraz z całym swym domem"(Dz 16:33 BT).

Myślę, że te i inne cytaty świadczą o tym, że przyjęcie chrztu jest naturalnąkonsekwencją wiary w Pana: przyjęcie wiary prowadził do przyjmowania chrztu lub prośby o ten sakrament. Potwierdzają to biblijne wypowiedzi:

„Lecz kiedy uwierzyli Filipowi, który nauczał o królestwie Bożym oraz o imieniu Jezusa Chrystusa, zarówno mężczyźni, jak i kobiety przyjmowali chrzest” (Dz 8:12 BT).

„A Filip wychodząc z tego tekstu Pisma opowiedział mu Dobrą Nowinę o Jezusie. W czasie podróży przybyli nad jakąś wodę: «Oto woda - powiedział dworzanin - cóż przeszkadza, abym został ochrzczony?»” (Dz 8:35-36 BT).

W tym ostatnim fragmencie nawet nie ma wyraźnie napisane o uwierzeniu dworzanina w Pana; jest to coś, co jest IMPLIKOWANE. Pokazuje to, że sama prośba o chrzest była oznaką tejże wiary. Podobny jest przekaz kolejnego fragmentów z Dziejów Apostolskich:

”Przysłuchiwała się nam też pewna ‘bojąca się Boga’ kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, poprosiła nas: «Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu - powiedziała - to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim!». I wymogła to na nas” (Dz 16:14-15 BT).

Wniosek: Dla Autorów Nowego Testamentu przyjęcie chrztu było znakiem wiary.

Ad. 3) A co z dobrym łotrem? Pan Jezus obiecał mu, że będzie z Nim w raju, a przecież nie ma tam nawet wzmianki o chrzcie ani nawet pragnieniu tego sakramentu. Jak na to odpowiedzieć? Pan Bóg jest wszechmocny i nie jest związany sakramentami. Może działać poza nimi. Zatem może zbawić także nieochrzczonych. Co więcej, ma moc zbawić także niewierzących. Skąd o tym wiemy? Mówi o tym słowo Boże. Hiob podał fragment Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian:

„Nie ci bowiem, którzy przysłuchują się czytaniu Prawa, są sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni. Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające. [Okaże się to] w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie według mojej Ewangelii” (Rz 2:13-16).

Tu mowa o tych, którzy „nie mają Prawa”, czyli o poganach, którzy dostępują zbawienia, jeśli postępują zgodnie z tym, co „Prawo nakazuje”. W tym miejscu nie możemy widzieć niczego innego, jak ludzkiego sumienia, czyli Bożego głosu przemawiającego w sercu człowieka. Zatem ci, którzy nie poznali Boga, ale w szczerości serca szukali Go, i co najważniejsze, żyli zgodnie z osądem prawego sumienia, dostępują zbawienia.

Na potwierdzenie przytoczę jeszcze jeden biblijny fragment:

„Właśnie o to trudzimy się i walczymy, ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawcą wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzących” (1 Tm 4:10 BT).

Spróbujmy dokonać syntezy tego, co powiedzieliśmy do tej pory. Z jednej strony mamy w Piśmie św. słowa mówiące o konieczności i wiary i chrztu do zbawienia, a z drugiej znajdziemy tam takie, które mówią, że chrzest nie jest konieczny, i co więcej, że nawet sama wiara w Pana Boga czy w Chrystusa nie jest konieczna do zbawienia. Jak to pogodzić?

Wydaje się czymś słusznym przyjąć, że zwyczajnym sposobem, jaki Pan Bóg (Pan Jezus) przewidział dla nas jest wiara w Niego, której konsekwencją jest także przyjęcie chrztu. Jest to zwyczajny sposób. Jeśli jednak ktoś uwierzy w Niego, a nie ma możliwości przyjęcia chrztu, wystarczy samo pragnienie jego przyjęcia. To pragnienie jest o tyle możliwe, o ile ktoś wie o znaczeniu chrztu i o jego skutkach. Oczywiście, jeśli ktoś nie wie o tym, nie może go pragnąć, tak jak nie może uwierzyć w Pana Boga (Pana Jezusa) ktoś, kto o Nim nie słyszał, albo słyszał nieprawdę. Jeśli więc ktoś nie miał możliwości poznania prawdy o Bogu (o Panu Jezusie), będzie zbawiony, o ile w swoim życiu kierował się sumieniem.

W tym miejscu, myślę, że jest koniecznym dodanie uzupełnienia. Tak, z jednej strony jest prawdziwe, że mogą być zbawieni ci, którzy nie wierzyli w Pana Boga (Pana Jezusa), ale z drugiej strony, nie było, nie ma i nie będzie ani jednego zbawionego, który byłby zbawiony bez Pana Jezusa. „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie” (J 14:6). Dotyczy to wszystkich zbawionych żyjących od początku do końca świata: zostali lub będą zbawieni dzięki Krwi Pana Jezusa.



II. Czym jest chrzest?

Przejdźmy do drugiej części tego artykułu. Zastanówmy się teraz nad pytaniem: Czym jest chrzest? Symbolem tylko czy może czymś więcej? Co mówi o tym Biblia?

- Chrzest jest nakazem Pańskim:


„Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28:19 BT).

Skoro chrzest jest nakazem Pańskim, wydaje się co najmniej dziwną interpretacja, że chrzest jest tylko symbolem czy zewnętrznym znakiem, któremu nie odpowiada żadna wewnętrzna rzeczywistość. Czy Pan nakazywałby coś, co i tak nie ma znaczenia dla zbawienia? Trudno się z tym zgodzić. Ale nie przesądzając sprawy, poszukajmy innych stwierdzeń biblijnych na interesujący nas temat.

- Chrzest gładzi grzechy:


„Dlaczego teraz zwlekasz? Ochrzcij się i obmyj z twoich grzechów, wzywając Jego imienia!” (Dz 22:16 BT).

Nicejsko-konstantynopolitańskie Wyznanie wiary: „Wyznaję jeden Chrzest na odpuszczenie grzechów” uznawany przez (chyba) wszystkie odłamy chrześcijańskie.

- …i otwiera na Ducha Świętego:

„’Nawróćcie się’ - powiedział do nich Piotr – ‘i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego’” (Dz 2:38 BT).

- Chrzest zbawia:

„W nim poszedł ogłosić zbawienie nawet duchom zamkniętym w więzieniu, niegdyś nieposłusznym, gdy za dni Noego cierpliwość Boża oczekiwała, a budowana była arka, w której niewielu, to jest osiem dusz, zostało uratowanych przez wodę. Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa” (1 P 3:19-21 BT).

- Chrzest jest nowym narodzeniem (odrodzeniem duchowym):


a) „W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego». Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?» Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem” (J 3:3-6 BT).

W książce „Ancient Christian Commentary on Scripture. New Testament”, wydanej przez protestanckie wydawnictwo „InterVarsity Press” będącej kompilacją tekstów Ojców Kościoła w komentarzu do J 3:5 są przytoczone fragmenty pism św. Hieronima, św. Justyna, Tertuliana, św. Bazylego Wielkiego, św. Ambrożego, którzy odnoszą ten werset do sakramentu Chrztu św.

Na tej angielskojęzycznej stronie są przytoczone teksty Ojców Kościoła, którzy w chrzcie widzieli duchowe odrodzenie.

b) Św. Paweł Apostoł widział chrzest św. jako uczestnictwo w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa:

„Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6:3-4 BT).

c) W Piśmie św. jest użyte dwa razy słowa „regeneracja”.

„Gdy zaś ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi, nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego” (Tt 3:4-7 BT).

W wersecie 5-tym w oryginale jest słowo παλιγγενεσία. Według protestanckiego „Tayer’s Greek Lexicon”: παλιγγενεσία - nowe narodzenie, odnowa, stworzenie na nowo, w Wulgacie i u św. Augustyna regeneratio; dlatego „moralne odnowa, regeneracja, powstanie nowego życia poświęconego Bogu, radykalna zmiana myślenia na lepsze” (dokonująca się w chrzcie (pokreślenie: PK) (por. odnośniki pod hasłem βάπτισμα, 3)): Tt 3:5 [1].

To słowo występuje tylko dwa razy w Nowym Testamencie. Tym drugim miejscem jest Ewangelia według św. Mateusza 19:28: „Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela” (Mt 19:28 BT).

Autorzy biblijni na określenie procesu, który zachodzi w czasie chrztu św., używają tego samego słowa, które stosują do przemiany dokonującej się przy zmartwychwstaniu: „regeneracja”.

d) Taką interpretację potwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego:

1265 Chrzest nie tylko oczyszcza ze wszystkich grzechów, lecz także czyni neofitę "nowym stworzeniem" (2 Kor 5:17), przybranym synem Bożym (por.: Ga 4:5-7), który stał się "uczestnikiem Boskiej natury" (2 P 1:4), członkiem Chrystusa (por.: 1 Kor 6:15; 12:27), a z Nim "współdziedzicem" (Rz 8:17), świątynią Ducha Świętego (por.: 1 Kor 6:19).

e) Ponieważ dla niektórych słowa Marcina Lutra mają większe znaczenie, niż KKK, dlatego kończę ten tekst cytatem z jego pism:

Chrzest oznacza błogosławione umieranie grzechowi i zmartwychwstanie w łasce Bożej, w czasie którego stary topi się człowiek, poczęty i narodzony w grzechu, a na jego miejscu nowy człowiek narodzony w łasce, wychodzi i powstaje. Tak św. Paweł w Tt 3:5, nazywa chrzest „obmyciem regeneracji”, ponieważ w tym obmyciu ochrzczony rodzi się na nowo i staje się nowy. Jak Chrystus mówi u J 3:5: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha (łaski), nie może wejść do królestwa Bożego”. Bo jak dziecko jest wyciągnięte z łona swojej matki i rodzi się, i przez to cielesne narodzenie jest grzesznym człowiekiem i potomstwem zasługującym na gniew (Ef 2:3), tak ten, który jest wyciągnięty z chrztu rodzi się duchowo. Przez to duchowe narodzenie jest dzieckiem łaski i osobą usprawiedliwioną. Dlatego grzechy są zatopione w chrzcie, a miejsce grzechu powstaje sprawiedliwość.

Chrzest był zapowiedziany od dawna w potopie za czasów Noego, kiedy cały świat został zatopiony z wyjątkiem Noego z jego trzema synami i ich żonami – osiem dusz, które zostały ocalone w arce. Zatopienie ludzi starego świata symbolizuje zatopienie grzechów w chrzcie św., a owych ośmioro zachowanych w arce wraz ze zwierzętami wszelkiego rodzaju oznacza – jak św. Piotr wyjaśnia w swoim Drugim Liście – że przez chrzest człowiek dostępuje zbawienia. Teraz chrzest jest o wiele większym potopem niż ten za czasów Noego. Bo ten potop zatopił topił ludzi przez okres nie dłuższy niż rok, a chrzest topi różnego rodzaju ludzi w całym świecie, od narodzin Chrystusa aż do dnia sądu. Co więcej, podczas gdy tamten był potopem gniewu, ten jest potopem łaski, jak o tym jest powiedziane w Psalmie 29:10: „Bóg uczyni wiecznym nowy potop” (Biblia Tysiąclecia: „Pan zasiadł na tronie nad potopem i Pan zasiada jako Król na wieki.”). Bo bez wątpienia o wiele więcej ludzi zostało ochrzczonych niż zatopionych w wodach potopu.

Z tego wynika w sposób pewny, że kiedy ktoś zostaje ochrzczony, jest prawdziwie czysty, bez grzechu i bez żadnej winy. Jednakże, są tacy, którzy nie rozumieją tego właściwie. Myślą oni, że grzech już nie jest obecny, dlatego zaniedbują walkę ze swoją grzeszną naturą, co czynią nawet niektórzy, którzy chodzili do spowiedzi. Dlatego, jak to powiedziałem wcześniej, powinno się właściwie rozumieć i wiedzieć, że nasze ciało, jak długo żyje tutaj, jest z natury złe i grzeszne. (Marcin Luter, Święty i błogosławiony sakrament Chrztu”,Dzieła Lutra, tom 35)
_______________________

[1] παλιγγενεσία(T WH παλιγγενεσία (cf. Tdf. Proleg., p. 77 bottom)), παλιγγενεσίας, ἡ (πάλιν and γένεσις), properly, new birth, reproduction, renewal, recreation(see Halm on Cicero, pro Sest. sec. 140), Vulgate and Augustine regeneratio; hence, "moral renovation, regeneration, the production of a new life consecrated to God, a radical change of mind for the better" (effected in baptism (cf. references under the word βάπτισμα, 3)): Titus 3:5

środa, 17 sierpnia 2011

Hermeneutyka biblijna pastora Pawła Bartosika

Dla pastora Pawła Bartosika słowo Boże ma najwyższą wartość; jest ostatecznym autorytetem. Według niego, wszelkie tradycje są o tyle prawdziwe, dobre i słuszne, o ile są zgodne z Pismem św. Co to znaczy, możemy dowiedzieć się z jego ostatniego wpisu na Frondzie, "Wniebowzięcie NMP oczami protestanta":
Oznacza to, że muszą zostać przefiltrowane przez treść Biblii i zaakceptowane jeśli są z nią zgodne lub odrzucone jeśli są z nią sprzeczne lub wykraczają poza jej nauczanie.
Przyjrzyjmy się zatem, jak pastor "filtruje" (nie mylić z "flirtuje"!). Zróbmy to na bardzo konkretnym przykładzie. 1 marca tego roku pastor umieścił na Frondzie tekst pt.: „Boże ikony zamiast ludzkich (coś o kulcie obrazów)”.

Jest to ten sam tekst, który umieścił na swoim blogu. Na wstępie przytacza biblijny tekst:
Księga Wyjścia 20,4-6 (BT) (4) Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! (5) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. (6) Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.
Zaraz w następnym zdaniu, komentując przytoczone wersety biblijne, stwierdza:
Bóg zakazał nam uwielbienia Go poprzez używanie różnych obrazów, ikon czy to wyrzeźbionych czy namalowanych.
W komentarzu pod jego tekstem zadałem mu pytania:
- W takim razie, jak rozumiesz te słowa Pana: "Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu»." (Lb 21, 8)?

- Co sądzisz o cherubach, które Pan Bóg przez Mojżesza nakazał sporządzić i umieścić nad Arką Przymierza (Wj 25, 17-20)?
Pastor Paweł Bartosik odpowiada:
Nie napisałem, że SAMO W SOBIE sporządzanie obrazów jest grzechem. Kluczowe w przykazaniu jest to W JAKI sposób ich używamy. I to akurat jest oczywiste. Żadnych obrazów i posągów używanych W CELACH liturgicznych (kultowych). Nie w taki sposób Bóg chce abyśmy przychodzili do Niego.
Moja odpowiedź:
Nie rozumiem hermeneutyki, którą stosujesz :-( Nie rozumiem, dlaczego jeden werset traktujesz w sposób przenośny, a zaraz następny w tej samej wypowiedzi traktujesz w sposób jak najbardziej dosłowny. Przecież Ten, który w Wj 20, 5 mówi: "Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył (...)", jest Tym samym, który także mówi w poprzedzającym wersecie: "Nie będziesz czynił ŻADNEJ rzeźby ani ŻADNEGO obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!" Mógłbyś mi wyjaśnić jakie to zasady biblijnej hermeneutyki stosujesz wyciągając wnioski jak w powyższym komentarzu?

Poza tym, skoro (Twoim zdaniem) sporządzanie obrazów nie jest samo w sobie grzechem, a jedynie klękanie (używanie ich w liturgii), to w takim razie:

- Co myślisz o nakazie Pana: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu». (Lb 21, 8)?

- Jak oceniasz postępowanie Jozuego padającego na twarz przed Arką Przymierza w Joz 7, 6?

- Jak oceniasz postępowanie Dawida, który tańczył przed Arką i nawet składał ofiary w jej bliskości w czasie jej przenosin do świątyni (2 Sm 6)? Co w końcu chce powiedzieć Pan Bóg przez natchnionego autora, który na końcu tego rozdziału stwierdza, że Mikal, która wzgardziła Dawidem za jego zachowanie, pozostała bezdzietna aż do śmierci?
Niestety, jak do tej pory, pastor nie zechciał wyjaśnić mi tajników jego hermeneutyki biblijnej. Nie zechciał też odpowiedzieć na moje ostatnie pytania, pomimo iż ja podzieliłem się z nim moim, w jaki sposób godzę te pozorne sprzeczności. Napisałem wtedy:

Gdyby robienie obrazów, rzeźb było samo w sobie grzechem, to Pan Bóg każąc sporządzić cheruby czy miedzianego węża postępowałby wbrew sobie, bo z jednej strony zabraniałby czegoś, a z drugiej nakazywał tą rzecz. Jak więc pogodzić tą pozorną sprzeczność? Odczytaniem tego, co zacytowałeś w kontekście. Wiersze 4-6 trzeba odczytać razem z w. 3.

Wj 20, 3-6:
"3 Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!

4 Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!

5 Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.

6 Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań." (Wj 20, 3-6)

Sporządzenie węża miedzianego nie było grzechem, bo nie było sporządzaniem podobizny obcego bóstwa. Sporządzenie Arki Przymierza i cherubów na niej nie było złamaniem Bożego przykazania z tego samego powodu. Nie było to rzeźbienie posągu obcego boga. Nawet składanie ofiar w obecności Arki ani padanie na twarz przed Arką nie było złamaniem Bożego przykazania, ponieważ Arka była swego rodzaju sakramentem Bożej obecności wśród Izraela.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Moja najpiękniejsza "przygoda" duszpasterska

„Święci żyją świętymi…”

*****

Spotkanie, o którym chcę opowiedzieć, wydarzyło się siedem lat temu. W tym dniu stałem się częścią historii życia Ruth S. (zmieniłem imię i pierwszą literę nazwiska). Nasze drogi zeszły się nie bez zrządzenia Bożej Opatrzności w czasie Mszy św. we wspomnienie św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein) 9 sierpnia 2004 roku, dokładnie 7 lat temu. W tym czasie pracowałem w Eggenfelden. Jest to stare, bo sięgające dwunastego wieku miasteczko w Dolnej Bawarii, oddalone zaledwie 22 km od Marktl am Inn, gdzie przyszedł na świat Józef Ratzinger, obecny Ojciec św. Benedykt XVI. Eggenfelden obecnie liczy około 13 tysięcy mieszkańców. Przez wieki pozostawało na uboczu wielkich wydarzeń historycznych. Być może młodszym czytelnikom stało się znane przez postać Daniela Kübelböck, który swoje dzieciństwo spędził właśnie w tym miasteczku.

Przez rok pracowałem jako kapelan szpitala w miejscowym szpitalu. Mieszkałem w tamtejszym klasztorze jako jedyny polski franciszkanin w pięcioosobowej obsadzie. Ponieważ w dni powszednie była tylko jedna Msza św., odprawialiśmy ją razem w przyklasztornej świątyni o godz. 8:00 rano. Wspomnianego dnia przypadło mi przewodniczenie koncelebry. We wstępie wspomniałem o postaci św. Teresy Benedykty od Krzyża. Urodzona we Wrocławiu, żydowskiego pochodzenia, obywatelka Niemiec, łączyła w sobie miłość dla swojego narodu z patriotyzmem w stosunku do ziemskiej ojczyzny, gdzie przyszło jej żyć. Jednak motywem przewodnim w jej życiu było umiłowanie prawdy. Szukając prawdy, odnalazła Prawdę – Jezusa, Brata według krwi i Mesjasza oczekiwanego przez Żydów. Edith Stein rozumiała posłannictwo swego życia podobnie do biblijnej Estery, która narażała swe życie wstawiając się do króla za swoim narodem. Św. Teresa oddała Bogu swe życie jako ofiarę zarówno za lud wybrany Starego Przymierza, jej braci i siostry co do ciała, jak i za Niemców, naród, którego była obywatelką, a który prześladował ją i jej rodaków.

Po Mszy św. podeszła do mnie uczestnicząca w niej kobieta i poprosiła o chwilę rozmowy. Droga jej życia niosła w sobie podobieństwo do Patronki dnia. Urodziła się w Niemczech i miała żydowskie pochodzenie. Jej rodzice zginęli z rąk Niemców w Auschwitz. Ona cudem uniknęła śmierci. Kiedy hitlerowcy przyszli do ich domu, zabrali rodziców i rodzeństwo, dziewczynka zamarła ze strachu niczym głaz – nie poruszyła się ani nie wydała żadnego głosu. I to ją ocaliło. Ci, którzy przyszli zabrać jej rodzinę, nie zauważyli jej obecności w mieszkaniu. Zabrali rodziców i rodzeństwo, ona została sama. Miała wtedy zaledwie kilka lat.

Podobnie jak Edith Stein nawróciła się na chrześcijaństwo, i co ciekawe, podobny był także sposób, w jaki to się stało. O ile jednak Edith Stein szukała prawdy, Ruth S. szukała miłości. Edith Stein odwiedziła przyjaciół i w ich bibliotece znalazła pisma św. Teresy. Czytała je całą noc. Kiedy nad ranem odłożyła książkę, powiedziała: „Znalazłam prawdę”. Podobnie Ruth znalazła w hotelowym pokoju na Florydzie Biblię, Nowy Testament, i czytała tę Księgę całą noc. Rano wiedziała, że jest Ktoś, kto ją kocha. Parafrazując powiedzenie Edyty Stein, można by powiedzieć, że Ruth znalazła Miłość. Św. Teresa od Jezusa przez jej pisma pomogła Edycie Stein odnaleźć prawdę. Edith Stein z kolei przez swoje życie pomogła Ruth S. okryć miłość Pana Jezusa i znaleźć odpowiedź na wiele pytań, które nosiła przez całe jej dorosłe życie.

W tym samym dniu (mam na myśli 9 sierpnia 2004 r.) przyjęła Sakrament Pojednania oraz Sakrament Namaszczenia Chorych. Na drugi dzień przyjęła Komunię św., która dla niej była także …pierwszą Komunią św. Ponieważ historia jej życia była jedyna w swoim rodzaju, poprosiłem ją, żeby spisała ją jako świadectwo dla innych. Na drugi dzień przyniosła cztery kartki zapisane pismem odręcznym (niżej przytaczam polskie tłumaczenie). Przyniosła także notatnik w okładce koloru umbry, w którym zapisywała swoje myśli z czasów, kiedy studiowała w Monachium. Ponieważ wiedziała, że już nigdy nie wróci do Niemiec, chciała, aby został w tym kraju. Ponieważ dwa lata później wyjechałem z Niemiec, zabrałem z sobą kopertę z jej wspomnieniami i notatnik.

Oto trzy przykładowe wpisy z tego zeszyty: Teraz, Ojcze, jesteśmy zakochani! Kochamy się wzajemnie i to jest cudowne. Świadomość tej miłości wprowadza nas w jakiś stan oszołomienia z powodu radości i zadziwienia. Dziękujemy Ci, że dane nam było spotkać się i poznać. Każdego dnia możemy doświadczyć czystego cudu miłości, która dla innych wciąż jeszcze pozostaje niezauważona.

Chcielibyśmy byś bezkompromisowi, jak Ty, Jezu, ale pomóż nam także, abyśmy kochali jak Ty.

Krytyka i trudy z powodu prawdy – tak!

Traktuję te zapiski jak relikwie, podobnie jak wspomnienie spotkania z Ruth. Przez lata milczałem o tym, jakby bojąc się, że dzieląc się tą historią z innymi, w jakiś sposób przyczynię się do jej pomniejszenia. Dopiero rok temu umieściłem ją na forum Hioba w dziale „Świadectwa”, a dzisiaj dzielę się nią z czytelnikami tego bloga. Oto świadectwo Ruth S.:

Nazywam się Ruth S. Jestem córką żydowskich rodziców, którzy zostali zamordowani w Auschwitz w 1944 roku. Ocalałam niejako przez cud i razem z żydowskimi krewnymi udało się mi uciec do Ameryki. Pierwsze lata szkolne spędziłam w przytułku dla dzieci, bez Ojczyzny, bez miłości, samotna, chociaż nie cierpiałam głodu ani zimna. Kiedy skończyłam 14 lat moi krewni mieli inne plany dla mnie i zostałam posłana z powrotem do Niemiec, gdzie mieszkałam w internacie. Coraz bardziej czułam się samotna, odizolowana od innych, niekochana. Moja nienawiść do niemieckich kolegów, którzy przecież wszyscy mieli rodziców, również przybierała na sile. Dlaczego musiałam żyć w kraju, w którym część ludzi była winna śmierci moich rodziców? Poczucie bezsensu powiększało się aż do odczuwania rozpaczy. Miałam tylko jedno życzenie – umrzeć!

Ale razem z tym pragnieniem śmierci przyszło też pytanie: Dlaczego żyję? Czy mogę jeszcze nadać mojemu życiu sens? Tymczasem dalej prowadziłam samotne życie. W wieku 17 lat zdałam maturę i wróciłam do USA. Tutaj studiowałam filozofię, muzykę i medycynę. Po pierwszych egzaminach wyjechaliśmy z całym rocznikiem na Florydę. W hotelowym pokoju znalazłam Biblię – Nowy Testament! Czytałam i czytałam – całą noc. Dogłębnie dotknięta przez miłość Jezusa, którą odczuwałam w sobie, postanowiłam zawierzyć Mu siebie. Oto teraz pojawił się w moim życiu Ktoś, komu mogłam oddać moją nędzę, samotność, rozpacz, wraz z nienawiścią, która była większa niż wszystko inne. Po powrocie z Florydy postanowiłam pojechać z powrotem do Niemiec. Myślałam sobie, że tylko tam, gdzie zrodziła się moja nienawiść, mogę ją także pokonać. Pojechałam do Monachium i kontynuowałam studia i moją pracę w klinice. Jednocześnie udało mi się – zostało mi to dane – spotkać katolickiego kapłana, który z wielką cierpliwością i dobrocią towarzyszył mi na drodze poszukiwania Bożej miłości. Powoli przezwyciężałam moją nienawiść i otrzymałam dar, że mogłam przebaczyć.

Moje pragnienie spotkania Jezusa było tak wielkie, że w 1965 r. poprosiłam o sakrament Chrztu i dwa lata później, 12. września 1967 r. zostałam ochrzczona.

Podczas studiów spotkałam człowieka, lekarza, jak ja, który troszczył się o mnie w delikatny, a jednocześnie pełen uczucia sposób. Był to muzułmanin z Pakistanu. Po raz pierwszy w moim życiu zaznałam ciepła i akceptacji ze strony drugiego człowieka. Ze względów politycznych konieczna była szybka decyzja. Po krótkim zastanowieniu, 18. września 1967 r. wyjechałam do Pakistanu – tylko jeden dzień przed planowaną pierwszą Komunią św. Cztery tygodnie później zawarliśmy zgodnie z muzułmańskim prawem związek małżeński. Realizując nasze zamierzenia, aby pomagać ubogim, rozbiliśmy namioty na skraju pustyni i zaczęliśmy naszą lekarską praktykę. Ja, Ruth, jako pediatra, mój mąż, chirurg i internista. Przez kolejne lata zostaliśmy obdarowani dziewięciorgiem dzieci. Ponieważ kobieta w Pakistanie nie ma żadnych praw, nie mogłam wychowywać ich w wierze chrześcijańskiej. Tylko po porodzie, używając wody moich łez radości znaczyłam znakiem krzyża czoła moich dzieci, i oddawałam je Bogu w darze.

Podczas mojego około 35-letniego pobytu w Pakistanie, ilekroć musiałam iść do meczetu, tyle razy towarzyszyło mi uczucie, że wyrzekłam się mojej chrześcijańskiej wiary, a może nawet, że dopuściłam się zdrady Jezusa. Ale w rzeczywistości, zawsze czyniłam wszystko z miłości dla Chrystusa. Bolesnym doświadczeniem było dla mnie, kiedy widziałam umierające dzieci, i nie byłam w stanie im pomóc. Zdarzyło się czasem, że nadzieja opuszczała mnie całkowicie. Wtedy, szłam na pustynię i modliłam się, ale wybacz mi Boże, bywało, że krzyczałam na Ciebie i sprzeczałam się z Tobą. Ale mimo wszystko, modlitwa była skuteczną pomocą i źródłem pociechy. Szczególnie niektóre Psalmy:

- „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże” (42: 2);

- „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (22:2);

- „Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać? Pan obroną mojego życia: przed kim mam się trwożyć?” (27:1);

- „Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody” (63:2);

- „Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę, mój Boże, Tobie ufam: niech nie doznam zawodu!” (25:1-2).

Jakiś rok temu zaczęłam odczuwać nieznośne bóle. Pojechaliśmy do stolicy. Badania generalne i diagnoza: złośliwy, nieuleczalny rak, przerzuty w całym ciele. Mój mąż nie chciał, czy też nie mógł w to uwierzyć. Zadecydował, że pojedziemy do Monachium, aby tam jeszcze raz sprawdzić wyniki. Jednak diagnoza została potwierdzona. Spełniając moje życzenie, zaplanowaliśmy w drodze powrotnej odwiedzić Salzburg. W drodze z Monachium do Salzburga poczułam się nagle bardzo źle, dlatego zatrzymaliśmy się w Eggenfelden. W pobliżu hotelu odkryłam katolicki kościół przy franciszkańskim klasztorze.

Nazajutrz poszłam na Mszę o godz. 8:00 rano. W czasie liturgii wspominana była święta – o ile dobrze pamiętam – Edyta Stein – która, jak moi rodzice, została zamordowana w Auschwitz w 1942 r. Dogłębnie przeżyłam tę Mszę św. Po jej zakończeniu poprosiłam kapłana, który ją odprawiał o rozmowę. W Sakramencie pojednania usłyszałam zapewnienie o Bożym przebaczeniu. Przyjęłam także sakrament Namaszczenia chorych, na drugi dzień mogłam przyjąć po raz pierwszy Komunię św. Wiem, że zostało mi parę tygodni, może parę miesięcy życia. Kiedy, po skończeniu ziemskiego życia, jak mam nadzieję, spotkam się z Panem, powiem Mu również o tym kapłanie…

Bogu niech będą dzięki za to, że było mi dane być świadkiem życia Ruth i częścią jej drogi do Boga!

Ruth zatrzymała się w Eggenfelden, a jej mąż wyjechał w tym czasie, aby załatwić jakieś sprawy i wrócił na trzeci dzień. Wychodząc do kościoła, Ruth za każdym razem zostawiała w hotelu burkę, tradycyjny strój kobiet muzułmańskich, a ubierała pożyczone od właścicieli hotelu zwyczajne ubranie. Kiedy na trzeci dzień wychodziła z hotelowego pokoju, aby przenieść mi zapis jej świadectwa i pożegnać się ze mną przed wyjazdem do Pakistanu, w drzwiach spotkała męża zdziwionego do granic jej ubraniem. „Pozwól mi teraz wyjść” – odezwała się do niego – „wyjaśnię ci, jak wrócę”.

Żegnając się ze mną, Ruth powiedziała, że po powrocie do Pakistanu, wraz mężem zaproszą swoje dzieci i rodzinę, aby spotkać się z nimi po raz ostatni. To będą ostatni ludzie, których spotka, bo po pożegnaniu z dziećmi zostaną już tylko sami z mężem, a ona nie wyjdzie z namiotu aż do śmierci. Wychodząc z rozmównicy powiedziała: „Szalom”. To było nasze ostatnie spotkanie i ostatnia rozmowa. Od tego czasu nie otrzymałem od niej żadnego listu, ani w ogóle jakiejkolwiek informacji od niej, czy o niej. Jeśli lekarze mieli rację, Ruth odeszła z tego świata najpóźniej kilka miesięcy po wyjeździe z Niemiec.

Kiedy myślę o niej, przypomina mi się kazanie Ojca św. Jana Pawła II Wielkiego w czasie kanonizacji św. Kingi. Powiedział on m.in.: „Święci nie przemijają. Święci żyją świętymi i pragną świętości”. Tak jak św. Teresa od Jezusa przez swoje pisma pomogła Edycie Stein odnaleźć Prawdę, tak z kolei Edyta Stein pomogła Ruth S. w jednym momencie znaleźć odpowiedzi na pytania dręczące ją przez długie lata życia na pustyni. Bóg jest przedziwny w swoich Świętych! Ostatecznie to On jest Prawdą, której szukała i znalazła Edyta Stein; to On jest Miłością, której szukała i znalazła Ruth S. Święci nie przemijają, bo Bóg, który jest życiem Świętych, nie przemija.

niedziela, 24 lipca 2011

666

„Tu jest potrzebna mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć” (Ap 13:18 BT).

*********

W mszalnej Liturgii słowa Kościół daje nam na dzisiejszą, 17. niedzielę w okresie zwykłym w ciągu roku do wysłuchania i rozważania m.in. czytanie wzięte z Pierwszej Księgi Królewskiej:

„W Gibeonie ukazał się Pan Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: Proś o to, co mam ci dać. Teraz więc, o Panie, Boże mój, Tyś ustanowił królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem bardzo młody. Brak mi doświadczenia! Ponadto Twój sługa jest pośród Twego ludu, któryś wybrał, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć ani też spisać, z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie” (1 Krl 3,5.7-12).
Pan wysłuchał modlitwy Salomona dając mu mądrość. Jego mądrość stała się przysłowiowa. Powiedzieć o kimś, że jest mądry jak Salomon jest ogromną pochwałą. A jednak rację ma Grzegorz Wielki: „Ukoronowaniem czynu dobrego jest wytrwałość”. Salomonowi jej zabrakło. W młodości obdarzony mądrością, i to nie mądrością tego świata, ale mądrością Bożą, w starości stał się głupim. O ile Autor Pierwszej Księgi Królewskiej w rozdz. 11. mówi o tym w sposób dość łagodny, poprzez aluzje, Syrach czyni to bez ogródek:

„Po nim (tzn. po Dawidzie) nastał syn rozumny, który dzięki niemu mógł mieszkać bezpiecznie. Salomon królował w czasie spokojnym, Bóg dał mu wokoło pokój, aby postawił dom Jego imieniu i przygotował przybytek na wieki. Jakże byłeś mądry w swojej młodości i napełniony rozumem, jakby rzeką! Dusza twa okryła ziemię i zasypałeś ją zagadkowymi przypowieściami. Do odległych wysp doszło twe imię, przez swój pokój byłeś umiłowany; z powodu hymnów, przysłów, przypowieści i odpowiedzi podziwiały cię kraje. W imię Pana Boga, który jest nazwany Bogiem Izraela, nazbierałeś złota jak cyny i jak ołowiu nagromadziłeś srebra. Niestety, kobietom wydałeś swe lędźwie i wyuzdaniu oddałeś władzę nad swym ciałem. Splamiłeś swą chwałę, zhańbiłeś swoje potomstwo, sprowadzając gniew na dzieci i napełniając je smutkiem z powodu twojej głupoty” (Syr 47:12-20 BT).

Obecne w Ewangeliach wyrażenie „Syn Dawida” w odniesieniu do Pana Jezusa było tytułem mesjańskim, implikowało przekonanie tych, którzy je wypowiadali, że to On jest zapowiedzianym Mesjaszem. A jednak, chociaż jako „syn Dawida” Salomon był zapowiedzią Chrystusa, to w swojej starości stał się on raczej typem (wzorem, zapowiedzią) antychrysta.

Na czym polegało „ogłupienie” Salomona w jego starości? Mądrość w sensie biblijnym jest bardzo praktyczna. To nie tyle inteligencja czy wykształcenie w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, ale prowadzenie zbożnego życia, zachowanie Bożych przykazań, życie w łasce Bożej. Salomon w wieku dojrzałym odszedł od pierwotnej wierności Bogu Izraela. Jego grzech polegał na tym, że uległ pokusom: posiadania, władzy i doświadczenia rokoszy. Wszystkie trzy stały się sidłem dla niego. Obdarzony przez Pana Boga wielkimi darami używał je nie dla Jego chwały, ale dla siebie. Przez przymierza polityczne kraj przez niego rządzony osiągnął potęgę, której nie miał wcześniej ani nigdy po nim. W 1 Krl 10:23-25 czytamy, że Salomon przewyższył wszystkich królów ziemi w bogactwie i mądrości i że każdy z nich składał mu dorocznie swoje dary. Jest to oczywiście przesada służąca do przekazania teologicznego przesłania. Ponieważ przymierza polityczne łączyły się w tym czasie z zawieraniem małżeństw, Salomon miał 700 żon i 300 nałożnic. One skłoniły go, że palił kadzidło obcym bogom.

Św. Jan pisząc Apokalipsę podaje liczbę 666. Jest to liczba Bestii, a zarazem liczba człowieka. O co tu chodzi? Jak rozumieć przesłanie tej sławetnej liczby? Człowiek został stworzony, tak samo jak zwierzęta w szóstym dniu, dlatego liczba „6” odnosi się zarówno do człowieka, jak i do zwierząt. Jednak w odróżnieniu od zwierząt, przeznaczeniem człowieka jest odpoczynek dnia siódmego – człowiek stworzony w szóstym dniu, został stworzony DLA dnia siódmego, czyli do wspólnoty z Panem Bogiem, który po zakończeniu stworzenia odpoczął w dniu szabatu. Kusiciel, anioł, który utracił miejsce w niebie, pałając zazdrością o istotę uczynioną z prochu ziemi, która teraz może zająć jego miejsce w niebie, pragnie „zamknąć” człowieka w dniu szóstym; pragnie, aby ten pozostał na poziomie „zwierzęcym”, tzn. pragnie, aby zainteresowania człowieka nie wychodziły poza posiadanie, władzę i przyjemność. Odwieczne pokusy towarzyszące człowiekowi. I zarazem odwieczna walka duchowa, która jest prowadzona nie poprzez granice państw, ale przez ludzkie serca. W sercu każdego człowieka toczy się walka między powołaniem do „dnia siódmego” (wspólnota z Panem Bogiem), a ciężarem ciągnącym w dół, z powrotem do „dnia szóstego” (pozostanie na poziomie cielesności). Z tych samych powodów, antychryst, w Księdze Apokalipsy został nazwany „Bestią”, tzn. zwierzęciem, ponieważ odrzucił Boże powołanie do wspólnoty z Nim, i pozostał na poziomie „dnia szóstego”, czyli zwierzęcym lub cielesnym. Obdarzony ogromnymi duchowymi darami (możemy tylko przeczuwać, że większymi niż Salomon), nie oddał chwały Dawcy tych darów.

„Tu jest potrzebna mądrość” – pisze św. Jan. W oryginale greckim nie ma słowa „potrzebna”. Grecki tekst ma: „Tu jest mądrość”. Autor czyni aluzję do Salomona, najmądrzejszego z ludzi. Ale to nie jedyna aluzja. Bowiem natchniony Autor opisując bogactwa Salomona często wspomina „złoto” i używa liczby „6”.

„Sporządził zatem król Salomon dwieście tarcz z kutego złota. Na każdą tarczę wychodziło sześćset syklów złota. Ponadto trzysta puklerzy z kutego złota. Na każdy puklerz wychodziło po trzy miny złota. Umieścił je król w "Domu Lasu Libanu". Następnie król sporządził wielki tron z kości słoniowej, który wyłożył szczerym złotem. Tron miał sześć stopni i owalny szczyt z tyłu oraz poręcze po obu stronach siedzenia, a przy poręczach stały dwa lwy. Na sześciu stopniach stało tam po obu stronach dwanaście lwów. Czegoś takiego nie uczyniono w żadnym z królestw” (1 Krl 10:16-20 BT).

To nie wszystko. W Starym Testamencie mamy dwa razy wzmiankę o liczbie „666”: w 1 Krl 10:14 i powtórzenie tego zdania w 2 Krn 9:13. Zdanie to zawiera odniesienie do Salomona i wagi złota, które co roku dostarczano Salomonowi: „Waga złota, które co rok dostarczano Salomonowi, wynosiła sześćset sześćdziesiąt sześć talentów złota”.

Postać Salomona jest przestrogą dla utalentowanych. Filozofów. Artystów. Pisarzy. Dziennikarzy. Polityków. Wszelkie dary, od tych najzwyczajniejszych aż po najbardziej duchowe, pochodzą od Boga. On dał je, abyśmy używali dla Jego chwały i pożytku własnego i bliźnich. Dobrze, jeśli używamy ich w ten sposób. Stają się one błogosławieństwem dla nas samych i dla innych. Jeśli natomiast ktoś używa Boże dary tak, jak czynił to Salomon, przeciwko ich Dawcy szukając raczej uznania dla siebie, panowania, choćby tylko w formie poczucia przewagi nad innymi, i doznań, to choćby jego dary były wielkie jak te, które otrzymał Salomon, to na końcu zostanie poczytany za głupca.

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie” (Łk 10:21 BT).

Początkowo zamierzałem zakończyć w tym miejscu, ale wtedy nie powiedziałbym wszystkiego. Rozdział opisujący mądrość i bogactwo Salomona poprzedzony jest opisem ukończenia budowy i poświęcenia świątyni. W tej relacji czytamy także o tym, że Salomon składał ofiary, zanosił modlitwy oraz …błogosławił lud Izraela i wzywał go do wierności:

„Potem król się odwrócił i pobłogosławił całe zgromadzenie Izraela. Potem rzekł: ‘Błogosławiony Pan, Bóg Izraela…’ (tu następuje zapis modlitwy Salomona za naród) Potem, kiedy Salomon skończył zanosić do Pana te wszystkie modły i błagania, podniósł się sprzed ołtarza Pańskiego, z miejsca, gdzie klęczał, i ręce wyciągał do nieba, i stanąwszy, błogosławił całe zgromadzenie izraelskie, wołając donośnym głosem: ‘Niech będzie błogosławiony Pan, który dał pokój swemu ludowi, Izraelowi, według tego wszystkiego, co zapowiedział; za to, że nie uchybił ani jednemu wypowiedzianemu słowu z wszelkiej obietnicy pomyślności, danej przez swego sługę Mojżesza. Niech będzie z nami Pan, nasz Bóg, jak był z naszymi przodkami! Niech nas nie opuszcza i nie odrzuca nas, ale nakłoni do siebie nasze serca, abyśmy chodzili Jego drogami, strzegąc Jego poleceń, praw i nakazów, do których zobowiązał naszych przodków. Niech te moje słowa, w których błagałem Pana o zmiłowanie, docierają do Pana, Boga naszego, czy to w dzień, czy to w nocy, aby wymierzał sprawiedliwość swemu słudze i swemu ludowi, Izraelowi, według potrzeby każdego dnia. Niech wszystkie ludy świata dowiedzą się, że jedynie Pan jest Bogiem, a innego nie ma. Niech więc serce wasze będzie szczere wobec Pana, Boga naszego, abyście postępowali według Jego praw i przestrzegali Jego nakazów, jak jest w dniu dzisiejszym’. Następnie król, a z nim cały Izrael składali ofiary przed Panem” (1 Krl 8:14-15.54-62 BT).

To wszystko, co czyni Salomon, pozwala widzieć w nim króla-kapłana. Dlatego nie mogłem zakończyć wcześniej, bo postać syna Dawida to przede wszystkim przestroga dla kapłanów, którzy od Pana otrzymali więcej niż Salomon. Miesiąc temu na tym forum ukazał się tekst mojego przyjaciela: „Ojciec John Corapi opuszcza kapłaństwo”. Bardzo lubiłem słuchać konferencji tego kapłana. Jego odejście z kapłaństwa było dla mnie szokiem. Nie mogłem uwierzyć. Nigdy mi nawet nie przyszło na myśl, że byłby zdolny do tego. A jednak. Dlatego tę notkę kończę dopiero tutaj. Prośbą o modlitwę w intencji mojej i wszystkich kapłanów. Byśmy ‘zacząwszy duchem, nie skończyli ciałem’ (por. Ga 3:3). Z góry dziękuję i obiecuję wzajemność.

Niech Pan Bóg błogosławi wszystkim, którzy to czytają!

piątek, 22 lipca 2011

Kto tu jest manipulatorem?

Ten wpis jest odpowiedzią na tekst „Trudne wersety cz.9. Benedykt XVI manipulatorem” Pawła Chojeckiego. Oto kluczowe cytaty z jego notki:
Oto reakcja Jezusa na krótką, ale jakże treściwą deklarację Piotra:
Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. (Mt 16:17)
Parafrazując, można by to ująć następująco: Człowieku (ludzki potomku), jesteś niesamowitym szczęściarzem! Czegoś takiego żaden śmiertelnik sam by nie wymyślił. Tę najważniejszą, drogocenną PRAWDĘ o Mnie objawił ci sam Bóg Ojciec!
Tyle kontekst. Teraz Twoja kolej, drogi Czytelniku. Zdecyduj, czy Skałą, na której zbudowany jest Kościół Jezusa Chrystusa, Skałą, na której masz budować swoje życie, jest sam Jezus Chrystus, który na Krzyżu doskonale odpokutował za wszystkie, nawet przyszłe, twoje grzechy, czy chwiejny, choć szczery i odważny człowiek? O propozycji, by tą Skałą byli przeróżni Piotrowie w niebie czy w przyszłości oraz Pan Ratzinger, nie godzi się w świetle powyższych argumentów nawet wspominać?
W postscriptum Paweł Chojecki stwierdza:
Dlaczego w tytule nazwałem J. Ratzingera manipulatorem? Po pierwsze, uważam go za człowieka solidnie wykształconego, o rozległej wiedzy - także biblijnej. Odrzucam więc możliwość, że nie jest on świadomy oczywistych i jasnych prawd Pisma. Jeśli je ignoruje i śmie siebie głosić jako Skałę, na której ludzie mają budować swoje życie, to określenie manipulator jest wręcz pieszczotliwe.

Po drugie, stosuje z wyrafinowaniem starą diabelską zasadę zwodzenia: fałsz należy ukryć wśród zbioru prawd. Wtedy trudniej go wykryć. Czytając jego przemówienie z Krakowskich Błoniów, można nawet zachwycać się pięknym ujęciem prawd o związku człowieka z Jezusem w zdecydowanej większości akapitów. Tylko jeden jest zatruty jadem fałszu. Tym bardziej jest niebezpieczny. (Zaznaczenia tłustym drukiem moje: PK).

Mocne słowa. Według autora, Ojciec św. Benedykt XVI jest nie tylko manipulatorem, ale także zwodzicielem. Uważa on, że papież nazywając Piotra „Skałą” z Mt 16:18 – i wzywając do budowania „z Piotrem i na Piotrze” – myli Piotra z Panem Jezusem, na którym jedynie można wybudować trwałą budowlę, co jest równoznaczne z tym, że stosuje „diabelską zasadę zwodzenia”. Na potwierdzenie swojej tezy przytacza przypowieść Pana wziętą z tej samej Ewangelii o dobrej i złej budowli: Mt 7:24-27. Wydaje się, że autor ma rację, bo przecież tylko na Panu Jezusie możemy budować budowlę naszego życia, jeśli chcemy, aby przetrwała burze. Czyżby zatem rzeczywiście Ojciec św. Benedykt XVI przemawiając na krakowskich Błoniach dopuścił się manipulacji? Jak na to odpowiedzieć?

Paweł Chojecki wychodzi z zasady, że jedno określenie (tu: „skała”) może odnosić się tylko do jednej osoby (desygnatu). Mówiąc konkretnie, ponieważ na wielu miejscach Starego i Nowego Testamentu słowo „skała” służy do określenia Boga lub Chrystusa, dlatego (jego zdaniem) nie może odnosić się do Piotra. Czy aby na pewno, panie Chojecki?

Czytając Biblię można znaleźć wiele przykładów takiej „podwójności”, gdzie to samo określenie czy porównanie odnosi się do wielu desygnatów. Dla przykładu Pan Jezus nazywa Boga Ojcem, a gdzie indziej zaś możemy znaleźć to określenie zastosowane do Józefa: „Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie»” (Łk 2:48). Czyżby to znaczyło, że Pan Jezus ma dwóch ojców? Tak, chociaż to może brzmi dziwnie. Pan Jezus ma Ojca w Boga Ojcu, równym Mu w naturze i w majestacie, który rodzi Go odwiecznie, ale także św. Józef, który był Jego ziemskim opiekunem i ojcem według prawa. Pan Jezus ma więc dwóch Ojców (czy raczej Ojca i ojca), ale za każdym razem słowo „ojciec” ma inne znaczenie.

Tu warto się zatrzymać trochę dłużej. Sprawa jest o tyle bardziej poważna, że Pan Jezus mówi: Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie” (Mt 23:9). Czy to znaczy, że jesteśmy nieposłuszni Panu zwracając się w ten sposób do naszych ziemskich ojców? „O nie” – mówią niektórzy (protestanci). – „Nazywanie ziemskich ojców ojcami jest w porządku; Pan Jezus miał na myśli zwracanie się ‘ojcze’ do innych. I tu padają przykłady nazywania "ojcem" papieża czy katolickich księży (o ile w jęz. polskim wśród katolików przyjął się zwyczaj zwracania się do zakonników „ojcze”, to w jęz. angielskim ten zwrot używany jest do wszystkich księży, nie tylko zakonnych, ale i diecezjalnych)”. Jeśli sprawy mają się tak, jak mówią (niektórzy protestanci), w takim razie, św. Paweł zdaje się o tym nie wiedzieć, lub świadomie postępuje wbrew nauczaniu Pana, bowiem Abraham nazywa „ojcem” wszystkich wierzących (por. Rz 4:16). Co więcej, o zgrozo, Apostoł Narodów nazywa tak siebie (1 Kor 1:14-15; por. Ga 4:19)!

Tymczasem, myślę, że jest inaczej. Inne znaczenie ma słowo „Ojciec”, które wymawiamy odmawiając modlitwę Pańską, a inne ma znaczenie to słowo, które Apostoł Narodów stosuje do Abrahama czy do siebie. „Ojciec” w odniesieniu do Boga oznacza „Ojca” par excellence; oznacza Tego, który jest źródłem wszelkiego ojcostwa w niebie i na ziemi („Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi bierze swoje imię…” Ef 3:14-15, Biblia Warszawska). Każdy inny ojciec, czy to fizyczny czy to duchowy, jest ojcem o tyle, o ile jest ojcem w Nim.

Podobnie jest ze słowem „nauczyciel”. Pan Jezus stosuje je do siebie, i mówi, że tylko On (Chrystus) jest Nauczycielem, dlatego Jego uczniowie nie powinni nazywać tak nikogo innego (Mt 23:7-8). A jednak to określenie jest zastosowane w Piśmie św. także wobec innych (np. w Dz 13:1; 1 Kor 12:28), i także (znowu) św. Paweł stosuje to określenie do siebie (1 Tm 2:7; 2 Tm 1:10-11). Czyży zatem św. Łukasz czy św. Paweł byli nieposłuszni nauczania Chrystusa, jedynego Nauczyciela? Tak, o ile ktoś rozumie, że słowo „nauczyciel” ma takie samo znaczenie wtedy, kiedy jest użyte na określenie Chrystusa, jak i wtedy, kiedy odnosi się do św. Pawła czy innych nauczycieli, o których mówi Nowy Testament; nie, jeśli przyjmiemy, że słowo nauczyciel ma inne znaczenie w odniesieniu do Pana, a inne w odniesieniu do wszystkich innych nauczycieli. Ponieważ, mam nadzieję, mój adwersarz nie uważa, że Apostołowie byli nieposłuszni Panu, sądzę, że zgodzimy się z wnioskiem analogicznym do tego powyżej: różni ludzi są o tyle nauczycielami, przede wszystkim wiary, o ile są nauczycielami w Chrystusie, jedynym Nauczycielu.

Jeśli te przykłady nie są wystarczająco przekonywujące, dodam jeszcze dwie wypowiedzi Pana: „Ja jestem światłością świata (τὸ φῶς τοῦ κόσμου)” (J 8:12). „Wy jesteście światłem świata (τὸ φῶς τοῦ κόσμου)” (Mt 5:14). Pan Jezus używa tego samego określenia ("światło świata") zarówno do siebie, jak i do uczniów. Oczywiście, uczniowie Pana są o tyle światłem świata, o ile odbijają czy mają w sobie światło Tego, który jest źródłem światła dla świata. Te przykłady potwierdzają, że Pismo św. używa tych samych określeń w stosunku do Boga czy Chrystusa i do ludzi. Co więcej, czyni tak także nasz Pan. Niestety, pan Paweł Chojecki zdaje się o tym nie wiedzieć.

Nie inaczej jest z określeniem „skała”. Użyte przez Pana w Mt 7:24-27 ma inne znaczenie niż w Mt 16:17-19:
„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki.”
W powyższej wypowiedzi Pana, słowo „skała” odnosi się do Niego samego lub do Jego słowa.

Do kogo odnosi się w Mt 16:17-19? Zacytujmy te słowa w trochę większym kontekście:
„Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie»” (Mt 16:15-19).

Zdawałoby się, że przesłanie biblijnego tekstu jest oczywiste: Pan Jezus daje Szymonowi nowe imię: Piotr (Skała) i obiecuje mu, że na nim (na tej Skale) wybuduje swój Kościół. Jednak nie jest to oczywiste dla Pawła Chojeckiego. On odczytuje ten biblijny tekst jakoś tak: „Pan Jezus mówi do Piotra: ‘Ty jesteś Piotrem (skałą), ale Kościół mój wybuduję na Skale (czyli na Mnie samym). I tobie dam klucze królestwa niebieskiego’”. Przykro mi, ale taka interpretacja przypomina bardziej ekwilibrystykę, niż egzegezę biblijną.

„Skałą” w Mt 16:18 jest Piotr. Na potwierdzenie, że nie jest to tylko wymysł egzegezy katolickiej, przytoczę trzy cytaty na ten temat zaczerpnięte z dzieł uznanych protestanckich autorów.

Pierwszy to głos prezbiterianina Marvina R. Vincent (1834-1922) zaczerpnięty z jego dzieła „Word Studies in the New Testament”:
Na tej skale (ἐπὶ ταύτῃ τῇ πέτρᾳ). To słowo jest rodzaju żeńskiego o oznacza skałę, w odróżnieniu do kamienia lub fragmentu skały (πέτρος, powyżej). (…) To słowo nie odnosi się do Chrystusa jako skały, w odróżnieniu do Szymona, skały, ani też do wyznania Piotra, ale do samego Piotra, w sensie określonym przez wcześniejsze wyznanie, oświeconego przez „Ojca w niebie”.

Odnoszenie πέτρα do Chrystusa jest wymuszone i nienaturalne. W sposób oczywisty odnosi się to słowo do Piotra. Emfatyczne „tej” jest naturalnym odniesieniem do najbliższego odnośnika; i oprócz tego, metafora jest osłabiona, ponieważ Chrystus występuje tutaj, nie jako fundament, ale budowniczy: ”Na tej skale wybuduję”. I znowu, Chrystus jest fundamentem, „kamieniem węgielnym”, ale Autorzy Nowego Testamentu nie uważali na niestosowne odnosić do członów Chrystusowego Kościoła terminów, które odnoszą się do Niego. Dla przykładu, sam Piotr (1 P 2:4) nazywa Chrystusa żywym kamieniem, a w wierszu 5. zwraca się do Kościoła, żyjących kamieni. W Ap 21:14 fundamentem niebieskiego miasta są imiona dwunastu Apostołów, a w Ef 2:20 jest powiedziane: „(Jesteście) zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus.”

Tak samo, nie ma racji twierdzenie, że πέτρα odnosi się do wyznania Piotra. Przeczą temu zarówno zastosowana gra słów, jak i zwyczajne odczytanie tego fragmentu. Oprócz tego, nie odpowiada to rzeczywistości, jako że Kościół wybudowany jest nie na wyznaniach, ale na wyznawcach.

„Słowo πέτρα” – mówi Edersheim – “było używane w tym samym sensie przez rabinów. Według rabinów, kiedy Pan Bóg zamierzał wybudować świata, nie mógł go wznieść na pokoleniu Henocha, także nie na pokoleniu z czasów potopu, które przyniosło zniszczenie światu; ale kiedy zobaczył Abrahama, który miał przyjść później, powiedział: ‘Oto znalazłem skałę, na której można budować i założyć świat’, dlatego także Abraham jest nazwany skałą, jak jest powiedziane: „Wejrzyjcie na skałę, z której was wyciosano” (Iz 51:1). Tą paralelę pomiędzy Abrahamem i Piotrem można przedłużyć. Niewłaściwe zrozumienie obietnicy Pana danej Piotrowi spowodowało powstanie legendy zapoczątkowanej przez późniejszych chrześcijan. Według tej legendy Piotr stoi przy wejściu do nieba, co odpowiada żydowskiej legendzie mówiącej o Abrahamie siedzącym przy wejściu do Gehenny, aby nie dopuścić do tego, żeby jakiś obrzezany wpadł w przepaść” („Życie i czasy Jezusa”).

Odniesienie do Szymona jest potwierdzone w relacji Piotra do wczesnego Kościoła, do jego żydowskiej części, której był kamieniem węgielnym. Zob.: Dz 1:15; 2:14.37; 3:12; 4:8; 5:15.29; 9:34.40; 10:25.26; Ga 1:18.[1]

Drugi cytat pochodzi z komentarza „Commentary Critical and Explanatory on the Whole Bible” autorów Jamieson, R., Fausset, A. R., Fausset, A. R., Brown, D.:
I na tej skale – „Piotr” i „Skała” to jedno słowo w dialekcie używanym przez Pana – w aramejskim lub syro-chaldejskim, który był jego językiem ojczystym – wzniosła gra słów może być dostrzeżona w całej pełni tylko w językach, które mają jedno słowo zamiast dwóch. Nawet w greckim nie jest wyrażona dobitnie. W francuskim, jak Webster i Wilkonson zauważają, ta gra słów jest doskonała, Pierre – pierre. [2]

Trzeci pochodzi z Teologicznego Słownika Nowego Testamentu:
Ponieważ Piotr, skała Kościoła, otrzymał od samego Chrystusa, gospodarza domu (Iz 22:22; Ap 3:7), klucze królestwa niebieskiego, on jest ludzkim pośrednikiem zmartwychwstania, i ma zadanie wpuszczania ludu Bożego do królestwa zmartwychwstania. To Pan Jezus dał mu władzę otworzyć wejście do przyszłego królestwa Bożego, lub zamknąć go, tak jak faryzeusze, którzy swoją działalnością zamknęli drzwi do królestwa niebios (Mt 23:13). Odtąd, co Piotr uczyni, będzie obowiązywało w niebie. Ta władza wyraża się w słowach „wiązania” i „rozwiązywania”. Najlepszą interpretacją jest ta, że Piotr ma władzę przebaczania grzechów, chociaż nie da się całkowicie wykluczyć myśli o dawaniu przykazań. (…)

c. Znaczenie logionu. Ale co Pan Jezus chce powiedzieć, kiedy mówi: “na tej skale wybuduję Mój Kościół?” Interpretacja reformatorów, że On ma na myśli wiarę Piotra, jest raczej nieprzekonywująca w świetle szerszego kontekstu tego wyrażenia. Bo nie ma tu żadnego odniesienia do wiary Piotra. Raczej paralelizm pomiędzy „ty jesteś Skałą” i „na tej skale wybuduję” pokazuje, że ta druga „skała” może być tylko tą samą, co pierwsza. W ten sposób ewidentne jest to, że Pan Jezus zwraca się do Piotra, któremu dał imię Skała. On wyznacza Piotra, impulsywnego, entuzjastycznego, ale któremu brakuje wytrwałości, aby stał się fundamentem Jego ecclesia. Do tego miejsca egzegeza rzymskokatolicka jest poprawna i wszystkie wysiłki protestantów, aby temu zaprzeczyć, muszą być odrzucone[3].
Pawłowi Chojeckiemu gorszy się słowami papieża Benedykta wypowiedzianymi w Krakowie: „Budować na skale to także budować na Piotrze i z Piotrem”. No, cóż, skoro Pan Jezus zechciał swój Kościół wybudować na Piotrze, to budowanie „na Piotrze i z Piotrem”, jest tak naprawdę budowaniem z Chrystusem, bo to On jest budowniczym (por. Mt 16:18), a zarazem budowaniem na Chrystusie, bo to On jest kamieniem węgielnym Kościoła zbudowanego na fundamencie apostołów i proroków (por. Ef 2:20). Konsekwentnie, kto nie buduje na Piotrze i z Piotrem, ten także nie buduje z Chrystusem, a „kto nie jest z Nim, ten jest przeciwko Niemu” (por. Mt 12:30).

Paweł Chojecki podkreśla w swoim wpisie słabość Apostoła Piotra. Mówi, że był „najbardziej chwiejnym ze wszystkich apostołów”. Nie wiem, czy tak, nie mnie to oceniać. A jeśli tak, to może właśnie dlatego Pan wybrał Szymona na skałę swojego Kościoła, ponieważ był najsłabszy z wszystkich?
„Kiedy Chrystus w symbolicznej chwili zakładał swoje wielkie stowarzyszenie, nie wybrał na kamień węgielny ani błyskotliwego Pawła, ani mistyka Jana, ale krętacza, snoba, tchórza - słowem, człowieka. I na tej opoce zbudował Kościół Swój, a bramy piekielne go nie przemogły. Runęły wszystkie królestwa i imperia, bo w niezmiennej wrodzonej słabości były zakładane przez silnych i wspierane przez silnych. Ale Kościół Chrystusowy, jako jedyny, został zbudowany na słabym człowieku, i dlatego nic go nie zniszczy. Każdy łańcuch jest bowiem tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo.” (G. K. Chesterton, Heretycy, str. 59)

Jeśli On stworzył świat z niczego, to czy nie mógł wybudować Kościoła na najsłabszym z ludzi, aby tym bardziej zajaśniała prawda o Nim?

______________________

[1] On this rock (ἐπὶ ταύτῃ τῇ πέτρᾳ). The word is feminine, and means a rock, as distinguished from a stone or a fragment of rock (πέτρος, above). Used of a ledge of rocks or a rocky peak. In Homer (“Odyssey,” ix., 243), the rock (πέτρην) which Polyphemus places at the door of his cavern, is a mass which two-and-twenty wagons could not remove; and the rock which he hurled at the retreating ships of Ulysses, created by its fall a wave in the sea which drove the ships back toward the land (“Odyssey,” ix., 484). The word refers neither to Christ as a rock, distinguished from Simon, a stone, nor to Peter’s confession, but to Peter himself, in a sense defined by his previous confession, and as enlightened by the “Father in Heaven.”

The reference of πέτρα to Christ is forced and unnatural. The obvious reference of the word is to Peter. The emphatic this naturally refers to the nearest antecedent; and besides, the metaphor is thus weakened, since Christ appears here, not as the foundation, but as the architect: “On this rock will I build.” Again, Christ is the great foundation, the “chief corner-stone,” but the New Testament writers recognize no impropriety in applying to the members of Christ’s church certain terms which are applied to him. For instance, Peter himself (1 Pet. 2:4), calls Christ a living stone, and, in ver. 5, addresses the church as living stones. In Apoc. 21:14, the names of the twelve apostles appear in the twelve foundation-stones of the heavenly city; and in Eph. 2:20, it is said, “Ye are built upon the foundation of the apostles and prophets (i.e., laid by the apostles and prophets), Jesus Christ himself being the chief corner-stone.”

Equally untenable is the explanation which refers πέτρα, to Simon’s confession. Both the play upon the words and the natural reading of the passage are against it, and besides, it does not conform to the fact, since the church is built, not on confessions, but on confessors — living men.

“The word πέτρα,” says Edersheim, “was used in the same sense in Rabbinic language. According to the Rabbins, when God was about to build his world, he could not rear it on the generation of Enos, nor on that of the flood, who brought destruction upon the world; but when he beheld that Abraham would arise in the future, he said: ‘Behold, I have found a rock to build on it, and to found the world,’ whence, also, Abraham is called a rock, as it is said: ‘Look unto the rock whence ye are hewn.’ The parallel between Abraham and Peter might be carried even further. If, from a misunderstanding of the Lord’s promise to Peter, later Christian legend represented the apostle as sitting at the gate of heaven, Jewish legend represents Abraham as sitting at the gate of Gehenna, so as to prevent all who had the seal of circumcision from falling into its abyss” (“Life and Times of Jesus”).

The reference to Simon himself is confirmed by the actual relation of Peter to the early church, to the Jewish portion of which he was a foundation-stone. See Acts, 1:15; 2:14, 37; 3:12; 4:8; 5:15, 29; 9:34, 40; 10:25, 26; Gal. 1:18. (Vincent, M. R. (2002). Word studies in the New Testament (1:91-92). Bellingham, WA: Logos Research Systems, Inc.)


[2] and upon this rock—As “Peter” and “Rock” are one word in the dialect familiarly spoken by our Lord—the Aramaic or Syro-Chaldaic, which was the mother tongue of the country—this exalted play upon the word can be fully seen only in languages which have one word for both. Even in the Greek it is imperfectly represented. In French, as Webster and Wilkinson remark, it is perfect, Pierre—pierre. (Jamieson, R., Fausset, A. R., Fausset, A. R., Brown, D., & Brown, D. (1997). A commentary, critical and explanatory, on the Old and New Testaments. On spine: Critical and explanatory commentary. (Mt 16:18). Oak Harbor, WA: Logos Research Systems, Inc.)


[3] Since Peter, the rock of the Church, is thus given by Christ Himself, the master of the house (Is. 22:22; Rev. 3:7), the keys of the kingdom of heaven, he is the human mediator of the resurrection, and he has the task of admitting the people of God into the kingdom of the resurrection. Jesus Himself has given him power to open entry to the coming kingdom of God, or to close it, like the Pharisees, who with their mission close the door to the kingdom of heaven, Mt. 23:13. Hence what Peter does on earth will be valid in heaven, → III, 751, 11 ff. This power is expressed in the words “to bind” and “to loose,” → II, 60, 16 ff. The best interpretation is that Peter has the power to forgive sins, though the idea of the laying down of precepts cannot be ruled out completely. To the functions which were allotted to the disciples during the lifetime of Jesus, and which were the same as those discharged by Jesus Himself (Mt. 11:4 ff.; 10:7 f.), there is thus added the supreme office of the remission of sins which had hitherto been reserved for Christ alone but which He now transmits to Peter with a view to the constitution of the earthly people of God. Peter, of course, shares the power of binding and loosing with the other disciples (Mt. 18:18); this corresponds precisely to the situation in the apostolic band.

c. The Meaning of the Saying. But what does Jesus mean when He says: “On this rock I will build my church”? The idea of the Reformers that He is referring to the faith of Peter is quite inconceivable in view of the probably different setting of the story, → 105, 38 ff. For there is no reference here to the faith of Peter. Rather, the parallelism of “thou art Rock” and “on this rock I will build” shows that the second rock can only be the same as the first. It is thus evident that Jesus is referring to Peter, to whom He has given the name Rock. He appoints Peter, the impulsive, enthusiastic, but not persevering man in the circle, to be the foundation of His ecclesia. To this extent Roman Catholic exegesis is right and all Protestant attempts to evade this interpretation are to be rejected. (Theological dictionary of the New Testament. 1964-c1976. Vols. 5-9 edited by Gerhard Friedrich. Vol. 10 compiled by Ronald Pitkin. (G. Kittel, G. W. Bromiley & G. Friedrich, Ed.) (electronic ed.) (6:107-108). Grand Rapids, MI: Eerdmans.)

czwartek, 21 lipca 2011

"Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich?" (Mt 13:10)

No, właśnie: dlaczego w przypowieściach Pan Jezus mówił do słuchaczy? Na mój sposób rozumienia, czym jest przypowieść, w decydujący sposób wpłynął dr Scott Hahn. Ten wpis jest tylko podzieleniem się jego poglądem na tę sprawę, który teraz jest także i moim.

Najbliższa niedziela będzie trzecią już z kolei, w której podczas Mszy św. Kościół daje nam do wysłuchania i rozważania fragment z 13-go rozdziału Ewangelii według św. Mateusza zawierającego przypowieści Pana Jezusa. Dlaczego Pan nagle zmienił sposób przepowiadania? Czytając Ewangelię Mateuszową możemy łatwo zauważyć, że aż do 13-go rozdziału Ewangelii według św. Mateusza mamy prawie wyłącznie nauczanie Pana podane w prostej formie, tzn. bez użycia przypowieści. Co więc stało się, że Pan zmienił sposób nauczania, podając je wyłącznie w formie przypowieści?

Wielu chrześcijan mówi o przypowieściach, że są wspaniałym sposobem nauczania, że łatwiej je zapamiętać, dłużej pozostają w pamięci, i o to chodziło Panu Jezusowi. Tak, jest w tym dużo prawdy, ale jak się wydaje, nie jest to pełnym wyjaśnieniem, a może nawet jest to wyjaśnienie błędne, przynajmniej jak się wydaje, jeśli chodzi o Ewangelię Mateuszową. Ta radykalna zmiana powoduje uzasadnione pytanie uczniów: „Dlaczego (teraz) w przypowieściach mówisz do nich?”

Zadziwiająca jest odpowiedź Pana. Wskazuje ona jako powód ...zatwardziałość serc słuchaczy:

"On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją.Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił" (Mt 13:11-15).

Przyczynę tak surowej oceny Pana tego znajdziemy w poprzedzających rozdziałach 11. i 12. Jest tam sąd Pana o Jego współczesnych (11:16-19); są tam Jego słowa skierowane przeciw nie pokutującym miastom (11:20-24); jest tam napisane o faryzeuszach, którzy zarzucają Panu, że wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy (12:22-30); w końcu jest nauka o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu (12:31-37). Wszystkie te fakty, świadczące o zatwardziałości serc ludu, a przede wszystkim samych przywódców duchowych, wpłynęły na to, że i Pan zmienił sposób nauczania.

Takie rozumienie przypowieści potwierdza Stary Testament. Dwa razy znajdujemy tam przypowieści i w każdym z tym przypadków mamy do czynienia z moralnym zepsuciem przywódców. Chronologicznie pierwszym przypadkiem jest ten opisany w rozdziale 9. Księgi Sędziów. Po śmierci Gedona-Jerubbala panującego w Izraelu jako sędzia, jeden z jego siedemdziesięciu synów - Abimelek - zabija wszystkich swoich braci z wyjątkiem Jotama, a starsi Sychem namaszczają go na króla. Kiedy doniesiono o tym Jotamowi, on wygłasza do nich ...przypowieść o drzewach, którą możemy przeczytać w Sdz 9:7-15:

«Posłuchajcie mnie, możni Sychem, a Bóg usłyszy was także. Zebrały się drzewa, aby namaścić króla nad sobą. Rzekły do oliwki: "Króluj nad nami!" Odpowiedziała im oliwka: "Czyż mam się wyrzec mojej oliwy, która służy czci bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?" Z kolei zwróciły się drzewa do drzewa figowego: "Chodź ty i króluj nad nami!" Odpowiedziało im drzewo figowe: "Czyż mam się wyrzec mojej słodyczy i wybornego mego owocu, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?" Następnie rzekły drzewa do krzewu winnego: "Chodź ty i króluj nad nami!" Krzew winny im odpowiedział: "Czyż mam się wyrzec mojego soku, rozweselającego bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?" Wówczas rzekły wszystkie drzewa do krzewu cierniowego: "Chodź ty i króluj nad nami!" Odpowiedział krzew cierniowy drzewom: "Jeśli naprawdę chcecie mnie namaścić na króla, chodźcie i odpoczywajcie w moim cieniu! A jeśli nie, niech ogień wyjdzie z krzewu cierniowego i spali cedry libańskie". (Sdz 9:7-15)

Innym miejscem w Starym Testamencie, gdzie możemy znaleźć przypowieść, jest Druga Księga Samuela. W rozdziale 11. tej Księgi jest napisane o grzechu Dawida. Najpierw dopuścił się grzechu cudzołóstwa z Batszebą, a następnie dodał do tego zamordowanie jej męża. I wtedy prorok Natan upomina go dając mu pouczenie w formie ...przypowieści:

"Pan posłał do Dawida proroka Natana. Ten przybył do niego i powiedział: «W pewnym mieście było dwóch ludzi, jeden był bogaczem, a drugi biedakiem. Bogacz miał owce i wielką liczbę bydła, biedak nie miał nic, prócz jednej małej owieczki, którą nabył. On ją karmił i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi, jadła jego chleb i piła z jego kubka, spała u jego boku i była dla niego jak córka. Raz przyszedł gość do bogacza, lecz jemu żal było brać coś z owiec i własnego bydła, czym mógłby posłużyć podróżnemu, który do niego zawitał. Więc zabrał owieczkę owemu biednemu mężowi i tę przygotował człowiekowi, co przybył do niego»." (2 Sm 12:1-4)

Dawid przyjął upomnienie proroka i odpokutował swój grzech, dając przykład właściwej reakcji na przypowieść.

Na podstawie tego, co powiedzieliśmy powyżej, myślę, że można wyciągnąć wniosek: Przypowieść to nie tyle ulubiony przez Pana sposób nauczania, ile raczej bardziej naglące wezwanie do nawrócenia.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Niepokalane Poczęcie NMP na podstawie samej tylko Biblii

Tematem tego wpisu są biblijne podstawy dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Moim zamiarem jest udowodnienie, że dogmat ten ma podstawy w Piśmie św., a więc nie jest owocem tradycji pozabiblijnej tylko.

Uwaga wstępna: Ponieważ tłumaczenie najbardziej powszechne - Biblii Tysiąclecia, nie zawsze wystarczy do odkrycia, co Bóg mówi w Objawieniu o Niepokalanej - trzeba w niejednym przypadku sięgnąć do tekstu w jego oryginalnym zapisie językowym, a więc dla analiz ze Starego Testamentu do tekstu hebrajskiego, aramejskiego czy greckiego, a dla analiz z Nowego Testamentu do tekstu greckiego.

Cytując Pismo św. będę zasadniczo używał Biblię Tysiąclecia. Przytaczając cytaty z innych wydań Biblii, wyraźnie to zaznaczam.

„Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę…”


Pierwszym tekstem biblijnym cytowanym przez Ojca św. Piusa IX w bulli dogmatycznej „Ineffabilis Deus” jest zdanie wzięte z Księgi Rodzaju 3:15. Pan Bóg mówi do węża: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.” Wydaje się, że lepszym jest tłumaczenie: „wprowadzę” wskazujące na czas przyszły. Tak tłumaczy LXX (Septuaginta), czyli greckie tłumaczenie Starego Testamentu dokonane przez Żydów żyjących w Aleksandrii około 250 lat przed Chrystusem, tak oddaje to Wulgata i wiele współczesnych tłumaczeń, m.in. Biblia Warszawska i Biblia Gdańska. Dlaczego? Ponieważ Ewa ufając bardziej słowom węża: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3:4-5), niż słowom Pana Boga: „Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2:16-17), pokazała, że żyje raczej w przyjaźni z wężem niż z Bogiem. Dlatego też słowa mówiące o nieprzyjaźni pomiędzy kobietą, a szatanem są proroctwem odnoszącym się do innej niewiasty, która dopiero przyjdzie. W odróżnieniu od Ewy, Niewiasta zapowiedziana w Rdz 3:15 będzie żyła w przyjaźni z Bogiem i w nieprzyjaźni z wężem.

Kto zetrze głowę węża: kobieta czy jej potomstwo? Słowo ‘potomstwo’ w Biblii Tysiąclecia jest tłumaczeniem hebrajskiego słowa זרע (czyt.: zera’). זרע może oznaczać ‘nasienie, potomek, potomstwo’. Słowo to, chociaż występuje w liczbie pojedynczej może odnosić się do pojedynczej jednostki, jak i zbiorowości, podobnie jak angielskie słowa: „sheep” czy „fish”. Konsekwentnie, זרע w Rdz 3:15 może odnosić się do jednostkowej postaci (‘potomek’), jak też i zbiorowości (‘potomstwo, potomkowie’). Podobne właściwości ma grecki odpowiednik σπέρμα (czyt.: sperma): może mieć znaczenie jednostkowe lub zbiorowe (por. Ga 3:16.19; 2 Kor 11:22). O ile jednak tekst hebrajski Rdz 3:15 może odnosić się zarówno do jednego potomka, jak i wielu potomków niewiasty, to grecki tekst LXX wskazuje na jednostkowego potomka płci męskiej. Bowiem αὐτός (czyt. autos) jest zaimkiem rodzaju męskiego, choć odnosi się do σπέρματος  (czyt.: spermatos, jest to dopełniacz od σπέρμα) będącego rzeczownikiem rodzaju nijakiego! : „Kładę nieprzyjaźń pomiędzy ciebie a nią, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo (σπέρματος) jej; on (αὐτός) zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.”

Św. Hieronim, który znał zarówno hebrajski, jak i grecki, dokonując tłumaczenia na łacinę, przetłumaczył: „ipsa conteret caput tuum” – „ona zetrze głowę twoją”. To tłumaczenie weszło do Liturgii. Było używane przez wieki. Owocem tego tłumaczenia są liczne obrazy i posągi przedstawiające Maryję miażdżącą głowę węża. Jednak promulgowane przez Ojca św. Jana Pawła typiczne wydanie Biblii łacińskiej, „Nova Vulgata”, ma w tym miejscu „ipsum” (ono), czyli jest dokładnie tak, jak w Biblii Tysiąclecia, co oznacza, że nie kobieta, ale jej ‘potomstwo’ miażdży głowę węża.

Dlaczego więc św. Hieronim tłumacząc Rdz 3:15 wskazał na kobietę, jako tę, która miażdży głowę węża? Chociaż literalne odczytanie tekstu hebrajskiego ani tym bardziej greckiego tekstu LXX nie pozwalają na takie tłumaczenie, to jednak św. Hieronim miał wystarczające przesłanki, aby wskazać na kobietę, ale o nich traktuje dalsza część tekstu. Na razie ograniczmy się tylko do stwierdzenia, które jest pewne, a mianowicie: zarówno kobieta, na którą wskazuje proroctwo z Rdz 3:15, jak i jej potomstwo, stoją w wrogiej opozycji do szatana i jego potomstwa.


Zwiastowanie Anielskie


Innym ważnym tekstem biblijnym, do którego nawiązuje „Ineffabilis Deus” są słowa wypowiedziane do Maryi w czasie Zwiastowania. Aby zrozumieć w pełni wymowę tych bogatych w treści wyrażeń, trzeba nam dłużej zatrzymać się nad każdym z nich, przy czym kluczem do ich zrozumienia będzie Stary Testament. Przy tym wszystkim zdajemy sobie sprawę, że nie wyczerpiemy głębi tego tekstu.

Biblia Tysiąclecia: „Anioł wszedł do Niej i rzekł: ‘Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami’” (Łk 1:28). W większości greckich Biblii brakuje w Łk 1:28 słów: ‘błogosławiona jesteś między niewiastami’ (εὐλογημένη σὺ ἐν γυναιξίν). Jednak to samo wyrażenie odniesione do Maryi jest powtórzone w Łk 1:42 przez Elżbietę. Wszystkie kodeksy zgodnie podają te słowa: „Wydała ona okrzyk i powiedziała: ‘Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona’”. W wierszu poprzedzającym czytamy o Duchu Świętym, który wypełnił Elżbietę. Św. Łukasz chciał podkreślić, że słowa te zostały przez nią wypowiedziane pod wpływem Ducha Świętego.

Żeby zobaczyć wymowę tego tekstu, trzeba porównać tę scenę z innymi, gdzie anioł przychodzi do człowieka. W Biblii mamy wiele takich anielskich wizyt składanych ludziom. W Starym Testamencie jest jakaś dwuznaczność - nie zawsze można z całą pewnością powiedzieć, czy to anioł, czy też sam Pan Bóg objawia się człowiekowi. Dla przykładu: Rdz 16:7-13; 19:1-25; 22:1-18; Wj 3:1-6; Sdz 13; itd.

Co mam na myśli, pokażę na przykładzie Księgi Sędziów 13. Kiedy anioł przyszedł do Anny i jej męża, Manoacha, oni nie wiedzą, czy to był anioł czy też sam Pan Bóg: „Odtąd nie ukazał się już więcej Anioł Pana Manoachowi i jego żonie. Wówczas poznał Manoach, że to był Anioł Pana. Potem rzekł Manoach do żony: ‘Z całą pewnością pomrzemy, bowiem ujrzeliśmy Boga’” (Sdz 13:21-22). Anna i jej mąż, Manoach, ujrzeli anioła, ale myśleli, że zobaczyli samego Boga, dlatego obawiali się, że umrą zgodnie z przekonaniem powszechnie obecnym w Starym Testamencie, że ci, którzy zobaczą Boga nie mogą pozostać przy życiu.

Podobnie jest w Nowym Testamencie. Przykład z Nowego Testamentu potwierdza to. W Apokalipsie czytamy, że Pan Bóg posłał swego anioła, aby oznajmić, co „ma stać się niebawem” (por. Ap 1:1; 22:6). Jan, umiłowany uczeń Pana, który w czasie Ostatniej Wieczerzy spoczywał na Jego piersi, co oznacza jego szczególną bliskość i zażyłość z Nim, pada przed Nim na twarz (Ap 1:17). Ale to samo czyni, i to aż dwukrotnie, oddając pokłon aniołowi, który został do niego posłany (19:10; 22:9). Myślę, że można wyciągnąć z tego wniosek, że bez specjalnej łaski Bożej nie jesteśmy w stanie odróżnić anioła od Pana Boga, czy anioła od Pana Jezusa. Anioły przewyższają nas pod względem natury i dlatego wielu ludzi w Starym Testamencie, którzy widzieli anioła, brali go za Boga. Jak widać, nawet umiłowany uczeń Pana, który z wszystkich Apostołów był z Nim w najbliższej relacji, nawet on miał z tym trudności i oddał pokłon aniołowi. Dlaczego? Bo natura anielska przewyższa naturę ludzką, i dlatego, gdyby objawił się nam anioł, naturalną reakcją byłaby jakaś święta bojaźń, a nawet padnięcie na twarz w akcie adoracji.

Jeśli czasem w Biblii mamy opisane inne zachowanie (np. w Księdze Tobiasza 5:4n, czy Dz 12:7n), to mamy tam też zaznaczone, że osoba, której objawił się anioł, nie wiedziała, że to był anioł.

Zawsze, kiedy Pismo św. opisuje zjawienie się anioła jakiemuś człowiekowi, nie mamy wątpliwości, kto jest wyższy. W Łk 1:28 ta perspektywa jest odwrócona. Pewnie najlepszym porównaniem jest zestawienie zwiastowania Maryi z podobnym zwiastowaniem anielskim danym Zachariaszowi, o którym czytamy w tym samym rozdziale. Ten sam anioł, ale jakże różne reakcje osób, którym się objawia. Chociaż wydawać by się mogło, że kapłan uprawniony do składania ofiary w świątyni, jest osobą o wiele bardziej godną niż kilkunastoletnia dziewczyna, aby stanąć przed obliczem anioła, to jednak tekst ewangeliczny mówi nam coś zupełnie innego. Zachariasz na widok anioła „przeraził się” (Łk 1:12). Nie czytamy o takiej reakcji u Maryi. Pierwsze słowa, jakie kieruje Gabriel do Zachariasza brzmią: „Nie bój się”, podobnie jak w wielu innych miejscach, gdzie jest opisane zjawienie się anioła; nie słyszymy takich słów wypowiedzianych do Dziewicy. Jeśli Maryja „zmieszała się”, to jedynie po słowach, które anioł skierował do Niej. Dlaczego? Bo mówiły one o Jej wielkości, o czym powiemy poniżej. Dlatego „zmieszanie się” świadczy zatem nie o strachu przed aniołem, ale o pokorze Niepokalanej.


„Bądź pozdrowiona!”

Anioł pozdrawia Maryję słowami, które w oryginale brzmią: Χαῖρε, κεχαριτωμένη• (Łk 1:28).
χαῖρε - (czyt.: chaire) – w ang. ‘hail’. W czterech miejscach w NT mamy to pozdrowienie skierowane do Jezusa, tylko raz, właśnie u Łk 1:28 jest ono skierowane do Matki Pana. Kiedy to pozdrowienie jest skierowane do Jezusa, Biblia Tysiąclecia tłumaczy je jako ‘Witaj’ (Mt 26:49; 27:29; Mk 15:18; J 19:3. Biblia Gdańska tłumaczy to pozdrowienie ‘Bądź pozdrowiony’). Żeby poznać dokładną wymowę pozdrowienia χαῖρε trzeba zobaczyć je na tle innych miejsc w Piśmie św., gdzie jest użyte to pozdrowienie, ale to materiał do osobnego wpisu.


„Pełna łaski”

κεχαριτωμένη – (czyt.: kecharitomene) „pełna łaski”. To określenie staje się jakby nowym imieniem Maryi nadanym Jej przez anioła. Dla Żydów imię znaczyło bardzo wiele. Imię to powołanie człowieka, jego istota. Dosłownie: ‘Ta, która została obdarzona łaską’. Forma gramatyczna tego słowa (imiesłów bierny czasu przeszłego perfekt) wskazuje na czynność (obdarzenie łaską) dokonaną w przeszłości, której skutki rozciągają się na teraźniejszość. W grece jest też inna forma czasu przeszłego aoryst, która mówi o czynności zakończonej w czasie przeszłym, bez odniesienia do teraźniejszości. Czynność w czasie perfect to również czynność dokonana w czasie przeszłym, z tą różnicą, że jej skutki trwają w czasie teraźniejszym.

O żadnym innym człowieku Pismo św. nie wypowiada się w tak wniosły sposób. Maryja jest napełniona łaską jeszcze zanim dokonało się odkupienie. W którym momencie została napełniona łaską? Wydaje się, że od początku swego istnienia, czyli od poczęcia. Dlaczego? Bo jest czymś stosownym, aby Ta, która została wybrana na to, aby stać się Matką Pana, była całkowicie wolna od jakiejkolwiek skazy grzechy. Zatem, Niepokalane Poczęcie NMP nie jest łaską daną Maryi ze względu na Nią, ale daną Jej ze względu na Chrystusa. Dlatego ci, którzy sprzeciwiają się dogmatowi Niepokalanego Poczęcia NMP w istocie mówią: „Chrystus nie jest aż tak święty, żeby potrzebował niepokalanej Matki”. Dlatego, na podstawie tego, co było powiedziane do tej pory, wydaje się, że określenie kecharitomene wskazuje na to, że Maryja została w cudowny sposób zachowana od grzechu pierworodnego.

Czy to znaczy, że nie potrzebowała Ona zbawiciela? Nie, takiego wniosku wyciągnąć nie możemy. Maryja, jak każdy człowiek, potrzebowała Zbawiciela, ale jak pokazuje to określenie, zachowanie Jej od grzechu pierworodnego wskazuje na to, że została zbawiona w sposób wznioślejszy, bo uprzedzający. Sama zaś wyśpiewa to w Magnificat: „Raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim” (Łk 1:47). Jak zobaczymy poniżej, potwierdzają to także następne słowa anioła: „Błogosławiona jesteś między niewiastami.”


„Pan z Tobą”

ὁ κύριος μετὰ σοῦ - „Pan z Tobą”. Zanim Bóg w Jezusie stał się Emanuelem – „Bogiem z nami” – stał się „Bogiem z Maryją”, lub inaczej: Pan Bóg stał się „Bogiem z nami” stając się Człowiekiem w łonie Maryi.


„Błogosławiona jesteś między niewiastami”

εὐλογημένη σὺ ἐν γυναιξίν – „błogosławionaś Ty między niewiastami”. Żeby zrozumieć wymowę tego wyrażenia, musimy zobaczyć kontekst, w jakim jest użyte w Starym Testamencie.

Pierwszą kobietą nazwaną „błogosławioną wśród niewiast” jest Judyta. Oto kontekst tej wypowiedzi: Nabuchodonozor, król asyryjski, wysyła przeciwko ludom, które nie odpowiedziały na jego wezwanie, swoje wojsko na czele Holofernesa. Jedne z tych narodów zdobywa, inne poddają się Serię jego wspaniałych zwycięstw i podbojów przerywa opór Judejczyków. Holofernes postanawia odczekać, aż w twierdzach izraelskich zabraknie wody. Sytuacja w górskiej twierdzy broniącej dostępu do Jerozolimy staje się krytyczna po 34 dniach. Woda jest na wyczerpaniu. W tej sytuacji zgłasza się Judyta, która podnosi swoją mową lud i wychodzi do obozu wrogich wojsk. Zostaje przyjęta przez Holofernesa i mówi mu o sposobie zdobycia twierdzy. Po trzech dniach pobytu w obozie, po obficie zakrapianej uczcie, dowódca wojsk zasypia, a Judyta odcina mu głową i pod osłoną nocy wychodzi z obozu. Kiedy przychodzi do twierdzy w Betulii, jeden z naczelników miasta wypowiada słowa na jej powitanie: „Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi, i niech będzie błogosławiony Pan Bóg” (εὐλογητὴ σύ (…) παρὰ πάσας τὰς γυναῖκας, Jdt 13:18). Słowa Elżbiety z Łk 1:42: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” brzmią niczym echo jego słów. W tych obu wersetach - Jdt 13:18 i Łk 1:42 - błogosławiona jest niewiasta i Bóg: Judyta i Bóg / Maryja i Jezus[1].

Ponieważ jednak nie wszyscy chrześcijanie uznają Księgę Judyty za natchnioną, dlatego przykład Judyty może nie mieć dla nich znaczenia. Ale jest jeszcze jedno miejsce w Piśmie św., gdzie to wyrażenie jest użyte. I również w stosunku do kobiety, która pokonała przywódcę wrogich wojsk zagrażającemu Izraelowi zadając mu śmierć w ...głowę.

W Księdze Sędziów, w rozdziale 4 czytamy o tym, że Pan wydał Izraela w ręce Jabina, króla Kanaanu. W tym czasie Debora była prorokinią w Izraelu. Posłała ona po Baraka i przekazała mu słowa od Pana, że On wydaje w jego ręce, Siserę, wodza wojsk Jabina. Udaje się jej skłonić go do wyruszenia na bitwę, ale zwycięstwo przychodzi przez ręce kobiety. Wojska Sisery przegrywają i on sam ratuje się ucieczką. Zmęczony trafia do namiotu Chebera Kenity. Jego żona, Jael wita go, podaje mleko do picia i ukrywa w namiocie. Kiedy Sisera zasypia, Jael bierze palik od namiotu i przebiła jego skroń, i przybiła do ziemi, tak że zginął na miejscu z rąk Jael. Kiedy Debora i Barak przychodzą do namiotu, i dowiadują się, co się stało śpiewają (prorokini i król!) hymn i w Sdz 5:24: „Niech Jael będzie błogosławiona wśród niewiast, żona Chebera Kenity, wśród niewiast żyjących w namiotach niech będzie błogosławiona.” Wyrażenie "błogosławionaś Ty między niewiastami" (εὐλογημένη σὺ ἐν γυναιξίν) w Łk 1:28.42 nawiązuje do Sdz 5:24 gdzie w tłumaczeniu LXX mamy to samo określenie: "błogosławiona wśród niewiast" (εὐλογηθείη ἐν γυναιξὶν)[2].


Podsumowanie

Nadszedł moment konkluzji. „Błogosławionaś Ty między niewiastami”. Dwa razy mamy to wyrażenie w ST. Za każdym razem odnosi się do kobiety, która przyniosła wybawienie dla Izraela zabijając przywódcę wrogich sił zagrażających narodowi wybranemu. Sposób pokonania wrogiej postaci jest podobny: przez przebicie głowy albo jej odcięcie. Te kobiety są czymś w rodzaju ogniw łańcucha łączącego Rdz 3:15 z Łk 1:28.42. Sposób, w jaki zapanowały nad wrogiem, stanowi element wspólny z Rdz 3:15; nazwanie ich „błogosławionymi wśród niewiast” łączy je z kolei z Tą, która tak została nazwana w Łk 1. „Błogosławiona wśród niewiast” to znaczy Ta, który pokonała wroga miażdżąc mu głowę. Przy czym nie chodzi o wroga doczesnego, ale o wroga zbawienia - szatana. A jeśli ktoś powie, że to Chrystus jest Tym, który ściera głowę szatana (por. Rz 16:20), to odpowiadam: Tak, wszystko pochodzi od Pana Boga. Nie widzę żadnych problemów, aby zgodzić się na takie postawienie sprawy: Chrystus starł głowę szatana pod stopami swojej Matki, a Ona jest Tą, która żyje w nieprzyjaźni z nim, stojąc w centrum walki z szatanem (Ap 12). Ona jest Tą, która żyje w nieprzyjaźni z wężem; Ona jest Matką tych, którzy zachowują przykazania Boga, a przez to również żyją w nieprzyjaźni z szatanem.

Jeśli „przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem” (Jk 4:4), to tym bardziej przyjaźń z szatanem jest nieprzyjaźnią z Bogiem. Konsekwentnie, „nieprzyjaźń z szatanem” z Rdz 3:15 oznacza przyjaźń z Bogiem, która jest możliwa tylko dzięki łasce Bożej.

W tym miejscu może pojawić się pytanie o czas, kiedy „Pan uświęcił swój Przybytek” (por. Ps 46:5), czyli mówiąc konkretnie: W którym momencie Maryja została uwolniona od grzechu pierworodnego? Zwrot anioła „Pełna łaski” (κεχαριτωμένη) sugeruje, że miało to miejsce w przeszłości. Kiedy? Pismo św. milczy na ten temat. Jednak wydaje się, że:
1. Skoro ten, który został wysłany przed Panem, aby przygotować mu drogę, został uświęcony jeszcze w łonie swej matki (Łk 1:15), wypadało, aby Matka Pana uświęcona została wcześniej, a wcześniej oznacza tu: przy poczęciu.
2. Skoro Pismo św. mówi o Ojcu Pana Jezusa: „Święty, święty, święty” (Iz 6:3; Ap 4:8), to było czymś stosownym, aby Jego Matka była tak święta, jak tylko to możliwe.
3. Ewa jest typem[3] Maryi. Ewa jest zapowiedzią, Maryja spełnieniem. Skoro Ewa w momencie stworzenia nie miała grzechu pierworodnego, to wypadało, aby Maryja była również bez grzechu pierworodnego, bo inaczej Ewa przewyższałaby Maryję pod tym względem.


Na zakończenie chcę podkreślić, że:

1. Niepokalane Poczęcie Maryi jest niezwykłym darem Boga dla Niej danym Jej ze względu na Jej Syna. Świętość Syna wymagała, aby Jego mieszkanie nie było dotknięte żadną zmazą grzechu.

2. Maryja jest arcydziełem Bożej łaski i potęgi. Podobnie jak patrząc na wielkie dzieło malarza podziwiamy talent jego autora, tak samo patrząc na Matkę Pana, podziwiamy Pana, który „możny jest i wielkie rzeczy uczynił dla Niej” (por. Łk 1:49nn). Podobnie jak ów malarz cieszy się, gdy podziwiamy jego dzieło, tak też jest radością Boga, kiedy patrzymy na Matkę Jego Syna, i podziwiamy Jego arcydzieło, jako Jego arcydzieło. Maryja zatem nie jest zagrożeniem dla prawdziwej czci należnej Panu Bogu, ale jest niczym soczewka, która ukazuje wielkość Pana Boga.

3. „No dobrze”, ktoś powie. „Skoro Pan Bóg zachował Matkę swojego Syna od grzechu pierworodnego, dlaczego nie zechciał objawić tego w sposób bardziej wyraźny w Piśmie św.?” Może dlatego, że On sam jest „Bogiem ukrytym” (Iz 45:15). Ktoś powiedział, że Bóg ukrył się dlatego, aby móc okazać miłosierdzie tym, którzy nie rozpoznali Jego ukrytej obecności. Pewnie powody, dla których Pan ukrył w Piśmie św. prawdę o wielkości Matki Jego Syna, a więc Jej Niepokalane Poczęcie (czy też Wniebowzięcie), są takie same: aby zachować dla siebie możliwość miłosiernego potraktowania tych, którzy nie rozpoznali, że „Ona jest cała piękna i nie ma w Niej skazy” (por. Pnp 4:7).


PS. Jest to tekst, którego pisanie zacząłem chyba dwa lata temu. Opracowanie go zajęło mi wiele długich godzin studium, przemyśleń i modlitwy. Przez długi czas leżał odłogiem; dwa tygodnie temu podjąłem pracę nad nim na nowo zdopingowany dyskusją na Frondzie. Wdzięczny jestem dr Wojciechowi Koskowi za życzliwe przejrzenie tego tekstu, rzeczowe i pomocne uwagi, które wpłynęły na jego „odchudzenie” i większą przejrzystość. Artykuł po dwóch latach został zakończony. Bogu niech będą dzięki! Zdaję sobie sprawę, że sam tekst nie jest łatwy, a użycie biblijnych wyrażeń w oryginalnych językach może okazać się dla niektórych zniechęcające, ale uważałem to za konieczne. Pisząc ten artykuł starałem się znaleźć kompromis pomiędzy z jednej strony możliwie najbardziej precyzyjnym wyjaśnieniem biblijnych przesłanek i jak najbardziej zwięzłą formą tego tekstu, z drugiej. Ocenę, na ile mi się to udało, i samego artykułu, jako takiego, pozostawiam Czytelnikom. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi i komentarze, także za pytania, gdyby coś w tym wpisie okazało się niejasne, na które obiecuję odpowiedzieć w miarę możliwości.

______________________
[1] Warto zauważyć , że greckie słowo skierowane do Judyty: εὐλογητὴ - jest przymiotnikiem rodzaju żeńskiego liczby pojedynczej w mianowniku, chociaż związany z czasownikiem εὐλογέω , którego imiesłów jest użyty przez św. Łukasza w Łk 1:42 w odniesieniu do Maryi i do Jej Potomka. W wersecie Jdt 13:18 czasownik ów jest dalej: εὐλογημένος κύριος ὁ θεός - błogosławiony Pan Bóg.
Z kolei ten sam co w Łk 1:42 czasownik εὐλογέω w odniesieniu do Judyty występuje nieco dalej, w mowie Ammonity Achiora (Jdt 14:7): „Błogosławionaś (εὐλογημένη) ty we wszystkich namiotach Judy i między wszystkimi narodami, które, gdy usłyszą twoje imię, zatrwożą się.” Słowa te wypowiedział on po ocuceniu - zanim wszak mógł je przekazać, to (Jdt 14:6-7) „Gdy przyszedł i zobaczył głowę Holofernesa w ręku jednego męża ze zgromadzenia ludu, upadł na twarz i stracił przytomność. A gdy go podniesiono, upadł do nóg Judycie, oddał jej pokłon i zawołał: «Błogosławionaś ty we wszystkich namiotach Judy i między wszystkimi narodami, które, gdy usłyszą twoje imię, zatrwożą się...»”.

[2] W zdaniu εὐλογηθείη ἐν γυναιξὶν słowo εὐλογηθείη to optatiwus czasownika, a więc tryb wyrażający pragnienie: „oby była błogosławiona”.

[3] Stary Testament zawiera w sobie zapowiedzi, których wypełnienie przynosi Nowy Testament. Św. Paweł pisze w Liście do Rzymian, Adam „jest typem Tego, który miał przyjść” (5:14). Inaczej mówiąc Jezus Chrystus jest nowym Adamem. Adam jest nazwany ‘typem’ od greckiego τύπος (czyt.: typos). Jezus jest zaś antytypem. ‘Typowi’ w Starym Testamencie odpowiada ‘antytyp’ w Nowym Testamencie.
Innym tego przykładem jest zdanie z Pierwszego Listu św. Piotra: „Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa” (3:21). Polskie słowo ‘wzór’ jest tłumaczeniem greckiego słowa: ἀντίτυπος (czyt. antitypos). Wody potopu są ‘typem’, woda chrztu jest ‘antytypem’.
Stary Testament zawiera wiele takich typów, których wypełnienie poznajemy w Nowym Testamencie. Jeden antytyp może mieć wiele typów. Dla przykładu Jezus Chrystus jest antytypem, który ma wiele typów w Starym Testamencie. Typem Jezusa jest nie tylko Adam, ale także Mojżesz, Salomon, Jozue, Elizeusz itp. Typami były nie tylko osoby, ale także przedmioty materialne, np. manna była zapowiedzią czyli typem Eucharystii. Przedmioty materialne jako typy zapowiadały antytypy, które są przedmiotami lub osobami. Świątynia Jerozolimska zapowiadała inną świątynię czyli Ciało Jezusa (por. J 2:19-21). Laska Aarona, która reprezentowała pierwszego arcykapłana (typ) wskazywała na Jezusa Chrystusa, jako Najwyższego Kapłana Nowego Przymierza (antytyp).
Typy były ułomne i niedoskonałe, a często grzeszne. Ich wypełnienie jest doskonałe. Antytypy przewyższają typy w porządku łaski, jak niebo góruje nad ziemią (por. 1 Kor 15:45-49).